Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

10.01.2013
czwartek

Dlaczego współfinansuję „Miasta”?

10 stycznia 2013, czwartek,

Dołączyłem wczoraj do grona wspieraczy crowdfundingowego projektu finansowania dalszej produkcji Magazynu „Miasta”, pisma poświęconego „kulturze miejskiej”. Zbiórka trwa do jutra i wydarzyła się rzecz niesamowita – wpis mający na celu wsparcie projektu w „dobiciu” do wymaganej stawki się zdezaktualizował. Wczoraj było jeszcze dziewięć tysięcy z szesnastu, dziś jest siedemnaście tysięcy – dzięki kilku dużym wpłątom. Ale może uda się dojść do 34 tysięcy, niezbędnych do sfinansowania druku drugiego numeru w całości? Chciałbym Was namówić do przyłączenia się do niej. Na końcu tego przydługiego wpisu oferują nawet własny crowdfundingowy „fant”.

Dlaczego współfinansuję „Miasta”?

Po pierwsze, chciałbym żeby w Warszawie istniało nowoczesne pismo miejskie. Kiedyś duże wrażenie zrobiło na mnie pismo „Spacing” i pomyślałem sobie, że dobrze byłoby mieć takie pismo w Warszawie – i proszę, mamy. Jako bonus, redaktorki deklarują zajęcie się kwestią miasta jako „commons”, dobra wspólnego – a więc tematyką mi bliską.

Ale są też dwa powody dla których warto wesprzeć tę akcję, nawet jeśli nie ma się specjalnej potrzeby czytać o progresywnym spojrzeniu na sprawy miejskie. A więc, po drugie, dziewczyny z „Miast” odważnie szukają nowych modeli finansowania działalności wydawniczej – a to moim zdaniem jest już szersza, wspólna sprawa. Mamy bowiem z jednej strony kryzys tradycyjnych modeli, szczególnie na rynku prasy i czasopism – jednoześnie wiara w modele „adhoc”, że „samo się zdarzy z pomocą internetu” jest naiwna. Nasza nowa kultura potrzebuje nowych pośredników i nowych instytucji (szeroko pojętych) – przede wszystkim sposobów finansowania działalności.

Uważam to też za piętę Achillesową ruchu wolnej kultury (i pokrewnych) – który skupił się na kwestii dzielenia się twórczością, pomijając kwestię jej tworzenia i dystrybucji. A więc znów zakładając, że w Sieci może to się wydarzyć „samo”. Jest to rzeczywiście kwestia osobna, i należy uregulować kwestie prawnej regulacji korzystania z istniejących utworów osobno od kwestii ich tworzenia – prawo autorskie nie powinno być traktowane jako mechanizm wpływający na powstawanie kultury i wiedzy. Tak więc wszyscy my, opowiadający za dzieleniem się wiedzą i twórczością, powinniśmy równie intensywnie myśleć, jak tę wiedzę i twórczość produkować. Nie lubię linii myślenia „twórca musi mieć za co kupić chleb”, i jest wiele wypadków, w których świetna kultura powstaje bezkosztowo – ale w wielu przypadkach środki są potrzebne. Dlatego fascynuje mnie Goteo, Awesome Foundation czy Brickstarter (nie mówiąc o Kickstarterze).

Po trzecie, potrzebujemy w Polsce crowdfundingowych sukcesów – inaczej wylądujemy w koszmarnym położeniu, które zdarzało się już przy innyh nowościach i innowacjach: wszyscy je na wylot znamy, piszemy o nich na blogach i w podsumowaniach kluczowych trendów 2012 – ale wszystkie przykłady przychodzą z zagranicy. I cieszymy się w gruncie rzeczy szczęściem innych. „Ależ ten Kickstarter dużo projektów sfinansował!”. Mamy jedną wspaniałą historię crowdfundingowego sukcesu: fundacja Cohabitat sfinansowała swój zeszłoroczny festiwal w całości oddolnie, zbierając prawie 100 tysięcy złotych. „Miasta” będą kolejną taką dobrą historią.

Po czwarte, wiele inicjatyw społecznych i organizacji funkcjonuje dzisiaj niemal wyłącznie z dotacji publicznych i grantów. Ma to swoje liczne wady i ograniczenia, przede wszystkim powoduje dostosowywanie działalności do wymogów grantowych. Wszelkie próby szukania alternatyw, a taką jest crowdfunding „Miast” są więc bardzo ważne.

Dwie sprawy, które bym zmienił.

Po pierwsze, crowdfunding ma dla mnie sens przede wszytkim wtedy, gdy polega na finansowaniu dobra wspólnego. Bo jest to zgodne z ideą wolnej kultury, w którym raz sfinansowany zasób może generować dalszą wartość społeczną jako dobro wspólne. Oczekiwałbym więc od „Miast”, by finansowane oddolnie pojawiały się w Sieci za darmo, najlepiej na wolnej licencji. (Rozmawiałem o tym z redakcją „Miast” i dostałem informację, że takie są plany już na trzeci, a może nawet drugi numer – mam nadzieję, że tak się stanie). W innym wypadku crowdfunding nadal jest czymś bardzo ciekawym, ale już nie tak szlachetnym – staje się po prostu formą subskrypcji, pozwalającej komuś uzyskać niezbędne środki bez brania np. kredytu.

Po drugie, i w związku z punktem poprzednim: wolę akcje crowdfundingowe, w których „fantami” nie są tylko finansowane produkty. Cudowny „butikowy” portal crowdfundingowy CASH Music (który przerodził się w otwarty serwis sieciowy wspierający twórców) rozdawał fundatorom najdziwniejsze fanty, łącznie z obiadami z finansowanymi twórcami. Brakuje mi tego w akcji „Miast”, oprócz przyszłych numerów chętnie dostałbym może jakieś zdjęcie Warszawy zrobione rękami redakcji, albo zaproszenie na wspólny obiad fundatorów w jakimś bardzo miejskim barze.

Ale to są detale, które nie wpływają na moje przekonanie, że warto „Miasta” wesprzeć.

Natomiast żeby urozmaicić całą akcję, chciałbym zaproponować własny „fant”. Osoba, która wpłaci conajmniej 100 złotych na akcję i mnie o tym powiadomi (atarkowski MAŁPA centrumcyfrowe.pl) dostanie ode mnie odbitkę zdjęcia  jednego z najpiękniejszych – moim zdaniem – warszawskich graffiti z początku wieku, wraz z krótką historyjką. Czekam na sygnał!

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Jasne, że trzeba popierać takie inicjatywy. Nawet uzasadnienie jest zbędne.

  2. Kiedy obywatele biorą sprawy w swoje ręce to wiedz, że coś się dzieje.