Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

31.01.2013
czwartek

Społeczeństwo naprawdę grubych danych

31 stycznia 2013, czwartek,

W weekendowej Gazecie Wyborczej ukazał się duży wywiad z Katarzyną Szymielewicz z Fundacji Panoptykon, dotyczący danych osobistych – a konkretnie tego, co z naszymi danymi mogą robić i robią duże korporacje (głównie sieciowe). Wywiad jest bardzo dobry, i trochę otworzył mi oczy na to, czym może być „społeczeństwo big data”.

Dotychczas traktowałem temat ochrony danych osobowych jako głównie kwestię prywatności – chowania tych informacji, które są własne i prywatne, przed państwem i korporacjami. Stawką w pierwszym wypadku jest zazwyczaj jakaś forma (potencjalnej) inwigiliacji, w drugim wykorzystanie naszego życia jako danych marketingowych. W wywiadzie Szymielewicz porusza jednak wątek zupełnie inny: opowiada o tym, jak profilowanie w Sieci (np. wyników wyszukiwania) na podstawie danych personalnych kształtuje nasze codzienne, prywatne życia. Podaje prosty przykład: jeśli algorytmy wyszukiwań profilują wyniki na podstawie tego, co o nas wiedzą, to działając „zachowawczo” (a tak działa marketing) będą nas tylko utwierdzać w obecnym stylu życia.

Dla mnie to jeden z bardziej, jak na razie, dobitnych i silnych argumentów, że żyjemy w świecie „dużych danych”. O „big data” mówi się dużo, ale to zazwyczaj jest jeden z tych modnych, abstrakcyjnych tematów który trudno przełożyć na codzienne życie.

Wnioski z tego są mało optymistyczne. Szymielewicz opowiada o działaniach na rzecz odpowiedniej regulacji, która może oczywiście pomóc. Ale mam wrażenie, że są to wielkie procesy cywilizacyjne, wylewające się poza możliwości kontroli z pomocą tradycyjnej regulacji i prawa. Dodając do tego tendencję do monopolizacji dużych usług sieciowych jeszcze trudniej wyobrazić sobie, że powstanie np. wolny rynek spersonalizowanych algorytmów wyszukiwania, na którym przebije się algorytm zachęcający do życiowego awansu.

Bardziej realny wydaje się scenariusz upowszechnienia zarządzania własnymi danymi – po korporacjach przyjdzie czas na prywatne analizowanie wszystkiego, co o sobie wiemy. Eric Schmidt z Google w wykładzie wygłoszonym na Cambridge przewiduje, że „edukacja danowa” dzieci będzie wkrótce poprzedzać edukację seksualną.

*

Wywiad jest w systemie Piano – a ja mam wrażenie, że pierwszy raz linkuję do treści za „paywallem”. Uczucie jest dziwne, bo nagle obieg treści typowy dla blogowania zostaje przymknięty. Tak naprawdę link jest nieprzydatny – a raczej staje się zachętą marketingową do wpisania się w system Piano. Bardzo brakuje mi furtki, stosowanej w niektórych paywallach, dla użytkowników czytających tekst na bazie zewnętrznego linku; albo limitu kilku tekstów miesięcznie, który także pozwoliłby przeczytać to, o czym piszą blogerzy.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 8

Dodaj komentarz »
  1. Trochę więcej jest tutaj: http://wyborcza.pl/magazyn/1,126715,13300527,Nie_daj_sie_sprzedac_Facebookowi.html I zgadzam się, że ten wątek jest strasznie ciekawy, choć pewnie jak wszystko nieoczywisty. Przecież np. w krytyce konsumpcjonizmu jednym z problemów jest to, że ludzie fantazjują o rzeczach, na które nigdy nie będzie ich stać. Co nie znaczy, że wątek „powrotu do społeczeństwa klasowego” z wywiadu (choć wydaje mi się, że podziały społeczne, choć rozmyła się kategoria klasy, wcale nie zniknęły, nie trzeba więc do nich wracać) nie jest super ciekawy – zwłaszcza w kontekście wielkiej fantazji o internecie jako o narzędziu pomagającym wyjść poza swoje środowiskowe ograniczenia. Niestety znów potwierdza się to, że raczej pogłębia podziały.

  2. Profile budowane na podstawie danych historycznych a nie brane z sufitu. Profile są odtwórcze a nie twórcze. Jeśli Facebook kieruje nastolatki do stron o tipsach to dlatego, że 99% wcześniej „przebadanych” nastolatek się nimi interesowało. Jeśli wyświetli link o astrofizyce to zostanie on zignorowany przez 99% z nich, więc byłoby to działanie bezsensowne z punktu widzenia reklamodawcy. Profilowanie jest mitologizowane i oczekujemy od niego rzeczy, do których nie ono nie służy. Jeśli chcemy zainteresować te legendarne nastolatki np. naukami ścisłymi to należy do tego wykorzystywać inne kanały, bardziej do tego celu odpowiednie – np. reklamy społeczne i szkołę. Profile są odbiciem rzeczywistości i nie oczekujmy, że same z siebie będą ją zmieniać.

  3. (Disclaimer: nie czytałem wywiadu, zapewne powtarzam tezy). Facebook akurat jest przykładem trochę bez sensu, bo służy on do profilowania i podążania z tym, za czym podążają inni (to samo Twitter, Linkedin, Amazon), chyba nikt nie spodziewa się po takich sieciach niczego innego.

    Problem dotyczy usług pozornie przezroczystych – wyszukując w Google spodziewamy się (czy też większość się spodziewa) jakiegoś obiektywnego odbicia stanu sieci. Tymczasem też jesteśmy tu sprofilowani, może mniej „osobiście”, ale jednak. Wystarczy poużywać różnych języków, różnych systemów operacyjnych i łączyć się z różnych krajów. Oczywiście, Google powie, że jest to profilowanie „użyteczne”, często takie będzie, ale nie o to chodzi.

    Wyobraźmy sobie na przykład, że podobny mechanizm wprowadza Wikipedia – automatycznie odfiltrowuje fragmenty artykułów i linki według statystycznego algorytmu. Byłaby to fajna zabawa, żeby to przetestować i spalić trochę pieniędzy z jakiegoś grantu… A może nie? Może przypominałoby to słynne badania uniwersyteckie, których celem było zdalne hackowanie rozruszników serca?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Tak sie sklada, ze pracuje z firmami zbierajace mnostwo danych o klientach. Doszly mnie niedawno sluchy, ze Tesco planuje projekt z Facebook-iem. Nazwiaska klientow posiadajacych karte tesco oraz konto na facebook-u zostana zidentyfikowane. Nastepnie skorelowana zostanie tresc reklamy wyswietlanej na stronie facebooka (indywidualnie dla kazdego klienta ) z jego aktywnoscia w sklepie ! Totalna inwigilacja, mozliwosc powstania petli sprzezenia zwrotnego, ktora dopiero skanalizuje preferencje klienta, o czym wspomnial autor artykulu. Czy i kiedy taki projekt postanie jest razcej kwestia czasu, jeli prawo o ochronie danych osobowych nie nadgoni mozliwosci technologicnych…

  6. ostatnio właśnie zauważyłam, że sprofilowanie czasem przeszkadza – właśnie na przykładzie wyszykań w Google (już nieważne czego szukałam: uparcie link do strony potrzebnej umykał, dopóki z Google całkowicie się nie wylogowałam i nie wyczyściłam cookies…)

    @butapren: akurat twój przykład uważam za mało sensowne bicie piany. do tej pory Tesco (i inne programy tego typu) funkcjonowały na zasadzie wysyłania wszystkim tych samych kuponów na kilkadziesiąt produktów na raz – klient sam musiał porządany kupon zlokalizować. zakładając, że dane z wykorzystanych kuponów oraz z facebooka pomogą w przyszłości wysłać tylko takie kupony (oferty), których osoba X poszukuje, to nie tylko osoba ta będzie bardziej zadowolona, bo nie będzie tracić czasu na szukanie tego jednego kuponu, ale ze względu na naturę kształtowania takich ofert (ktoś przecież najpierw negocjuje ile można dać upustu, na co etc.) kupon taki może być też „lepszy” niż obecnie…
    prawo do ochrony danych osobowych nie ma tu nic do rzeczy. a raczej – w obecnym kształcie już chroni tych, co nie chcą (nie możliwe jest, żeby Tesco/Fb uruchomiły program bez zgody użytkowników – dwukrotnej, bo i tu, i tu muszą kliknąć „tak, chcę brać udział…)

  7. Najgorsze jest to, że wiele firm dąży do uzyskania jeszcze większej liczby informacji o nas.

    Tak jest z dużymi bankami, które wprowadziły ostatnio różne promocje – bonusy, cashback itp itd. Zazwyczaj pod warunkiem, że założymy w danym banku nowe konto i będziemy robić zakupy jego kartą kredytową. Sprytne, prawda :)?

  8. Moim zdaniem Polacy są coraz bardziej świadomi tego jak ważne są nasze dane i dlaczego nie powinniśmy ich udostępniać na prawo i lewo. To, że jesteśmy zalewani reklamami zarówno droga tradycyjną jak i mailową to jedno. Większe niebezpieczeństwo czyha na nas na wielu stronach internetowych, gdzie po bezmyślnym zaakceptowaniu regulaminu i podaniu kilku danych możemy się wpakować w nielada kłopoty.

  9. Ale właśnie przykład, który przytoczyłaś pokazuje, że wcale nie jesteśmy coraz bardziej świadomi zagrożeń. Przecież ciągle się mówi o kolejnych „oszukanych” osobach. One nie są oszukane, po prostu nie przeczytały wcześniej regulaminu. A potem w najlepszym wypadku ich dane przekazywane są z jednej organizacji do kolejnej.