Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

7.03.2013
czwartek

Heroizm przyzwoitości

7 marca 2013, czwartek,

Na pewno słyszeliście o fenomenie „Harlem Shake” – ja przyznam, że do niedawna tylko o nim czytałem, ale w końcu wyśmiany przez Alka posłuchałem zarówno nagrania, jak i obejrzałem kilka klipów, niektórych świetnych, niektórych bardzo, bardzo dziwnych. Ale ten wpis nie będzie o tym, czy warto/nie warto słuchać i oglądać, tylko o historii użytych przez twórcę nagrania, Baauera, sampli. A dokładniej o historii tej braku.

Nie wiem dokładnie, ile Baauer zarobi na sprzedaży tego kawałka, nie wiem też, ile dostanie od YouTube – ale chyba raczej będzie to kasa wystarczająca do kupna domu, nie samochodu. Może kilku domów, bo piosenka nie tylko dobrze się sprzedaje – jej producent dostanie też kasę (pytanie, na ile słusznie – ale nie mam na nie gotowej odpowiedzi) od YT za odtworzenia któregoś z kilku tysięcy już klipów wykorzystujących jego utwór (pomaga w tym usługa Content ID). I tu pojawia się pozytywny bohater: filadelfijski skład Plastic Little, którego nagranie zostało zsamplowane przez Baauera. To zespół, który nieźle sobie radzi, ale nie ma popularności Lady Gagi – przelew, który dostanie Baauer to nie będą więc pieniądze, które mogłyby nie zrobić na nich wrażenia. Ale zespół nie podnosi krzyku – zapytany o opinię Jason Musson z Plastic Little mówi, że nie ma problemu z tym, że ktoś użył ich kawałka. Pozwala sobie tylko na małego dissa, chyba o lekkim podtekście rasowym (nabijając się z rapowania o tańcu Harlem Shake dekadę później, niż robił to on sam).

A piszę o tym dlatego, że kiedy o tym usłyszałem, postawa Mussona wydała mi się heroiczna. Przecież nie można mieć wątpliwości, że średnio rozgarnięty prawnik wyciągnąłby od Baauera całą zarobioną kasę. I rozmawiając o tym z Alkiem mówiliśmy o hip-hopowym etosie, itp. Ale przecież Baauer – i w konsekwencji Musson – nie zrobili nic wielkiego. To tylko my mamy już tak przeorane przez przemysł muzyczny umysły, że zakładamy, że użycie sekundy nagrania czyjegoś głosu jest gwarancją finansowej katastrofy, a odstąpienie od możliwości złożenia w takiej sytuacji pozwu sytuuje się gdzieś pomiędzy dobroczynnością a frajerstwem. To trochę tak, jakbyśmy w historiach o wielomilionowych pozwach przeciw McDonalds o oparzone herbatą usta czy innych tego typu opowieściach nie widzieli nic dziwnego. A przecież śmiejemy się z nich uznając, że zazwyczaj są jakimś przedziwnym wynaturzeniem prawa, że oczekiwane zadośćuczynienie jest nieproporcjonalne do sytuacji. Z jakichś względów jednak w wypadku treści kultury ten śmiech nie jest tak oczywisty…

Co nie znaczy, że w tej historii nie ma żadnego czarnego charakteru – chyba jest nim sam Baauer, który zażądał usunięcia z sieci remiksu „Harlem Shake”, zrealizowanego przez Azealię Banks – choć twierdzi, że nie chodzi o pieniądze a o fakt, że nagranie mieli wypuścić razem, jednak wersja Banks po prostu mu się nie podobała.

A przy okazji – trzy ciekawe, choć bardzo różne linki. Pierwszy poniekąd na temat: historia literackiego bestselleru, którego autor sam zachęca czytelników do pisania i wydawania fan-fiction. Dwa pozostałe z zupełnie innej beczki. Ze strony NInA możecie pobrać efekt booksprintu na temat nowych technologii i sektora GLAM – publikację „Podziel się spadkiem”. Z kolei na stronie „New Yorkera” świetny tekst Larissy MacFarquhar o samobójstwie Aarona Swartza.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop