Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

14.03.2013
czwartek

Digifrenia – o prywatności w sieci inaczej

14 marca 2013, czwartek,

Wszyscy znamy argumenty przeciwko polityce Facebooka: brak przejrzystości, ogólna kłopotliwość kontroli nad swoimi danymi, itd. Równocześnie wiele osób uznaje, że coś za coś i że bez FB funkcjonować dziś trudno. Dlatego na uwagę zasługuje niedawny wpis z bloga Douglasa Rushkoffa, poświęcony jego opuszczeniu FB.

I can no longer justify this arrangement. Today I am surrendering my Facebook account, because my participation on the site is simply too inconsistent with the values I espouse in my work. In my upcoming book Present Shock, I chronicle some of what happens when we can no longer manage our many online presences. I argue – as I always have – for engaging with technology as conscious human beings, and dispensing with technologies that take that agency away.

Rushkoff zarzuca FB wyzyskiwanie internautów – co jest dość oczywiste. Ale też, jeśli nie dokonuję tu nadinterpretacji, wścieka się o to, że algorytmy serwisu coraz więcej decyzji podejmują bez pytania o zgodę użytkowników – nieustannie wytwarzając obraz naszego „ja”, nad którym nie mamy kontroli. O ile dobrze rozumiem, to rozczarowanie tym, że nie wystarczy przestrzegać prostych zasad w stylu „nie wrzucaj zdjęć, których możesz się kiedyś wstydzić” – bo i bez nich usługa generuje obraz nas, z którym nie musimy się identyfikować. A przecież dla wielu osób, zwłaszcza tych, z którymi nasze relacje nie są zbyt bliskie, to właśnie „my”.

I choć rozwiązania o których pisze Rushkoff, takie jak „Sponsored Stories/Related Posts”, podpinające pod nasze posty marketingowe treści jest tylko logicznym rozwinięciem modelu funkcjonowania strony, to w istocie przekłada się też na to, jak nasz profil widzą inni – i w konsekwencji jaki obraz nas samych i naszych preferencji mogą sobie tworzyć. Nie zastanawiając się przecież, czy to, co polecamy w swoim profilu jest polecane przez nas, czy FB.

For now, as long as I don’t like anything myself, I have some measure of control over what those who follow me receive in my name or, worse, are made to appear to be endorsing, themselves. But I feel that control slipping away, and cannot remain part of a system where liking me or my work can be used against you.

Rushkoff dla tego poczucia braku kontroli nad swoją obecnością online używa określenia „digifrenia”. Choć chyba rozumie je dość szeroko – jeśli wierzyć omówieniu książki „Present Shock” na stronie „Forbesa” (premiera dopiero za tydzień), podstawowe znaczenie tego terminu odnosi się przede wszystkim do tego, że dzięki nowym narzędziom komunikowania funkcjonujemy równolegle w wielu miejscach, co zmienia nasze relacje z czasem, rozbija jego liniowość (co zresztą jest ważnym tematem w teorii mediów – np. u Kittlera, albo w socjologii sieci – np. „bezczasowy czas” Castellsa). Jak widać, ta niespójność może jednak odnosić się także do wizerunku.

A swoją drogą ciekawe, czy odpadanie z FB ma szansę się upowszechnić.

(Wpis zainspirowany wymianą maili z Alkiem i Piotrkiem Toczyskim – dzięki!)

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 8

Dodaj komentarz »
  1. Facebook jest jak smok pożerający własny ogon. W jego mechanizmie ukryta jest tykająca bomba. Musi się rozwijać i zmieniać, żeby sprostać wymogom giełdowej maksymalizacji zysku, a jednocześnie dawno stracił już powab świeżości i zamienia się w stare schodzone kapcie. Nic mu świeżości nie przywróci, zaś jego „poprawianie” w gruncie rzeczy użytkowników niepokoi. Zauważ, że mało kto tym zmianom kibicuje lub do nich zachęca.
    Facebook zaczyna przypominać pewnego, wszem i wobec dobrze znanego prezentera, który wygładza swoje lico plastycznymi operacjami i wydaje książki o tym, jak atrakcyjnie żyć po 40. lecz ciągle jest ciągle tym samym sztucznie uśmiechającym się pseudo luzakiem.

  2. Bardzo ciekawy wpis. Mimo ze „digifrenia” ma negatywny wydźwięk, nie koniecznie taka jest. Proszę pamiętać ze liniowe postrzeganie czasu, relacji, postępu to wytwór określonego dyskursu modernistycznego. Ostatnio dużo sie mówi o „circular economy” czy rozszczepieniu relacji, a więc zaczynamy rozumieć ze droga która ludzkość kiedyś obrala za jedyna właściwa, wcale taka nie jest, a wręcz doprowadziła do wielu problemów z którymi obecnie sie borykamy m.in. malejace zasoby naturalne i powiekszajace sie śmietniska…Ale wracając to domeny cyfrowej. Nie uważam żeby posiadanie kilku ‚osobowości’ było czymś nowym, aktorami jesteśmy od dawna: inni w domu, w pracy, i na przyjęciu. Problemem jest rzeczywiście brak absolutnej kontroli nad, bądź co bądź swoim własnym profilem.

  3. Zajrzałam parę lat temu na Facebooka z ciekawości i bardzo szybko doszłam do wniosku, że tam praktycznie biorąc nie ma nic ciekawego. Próbowałam już kilkakrotnie skasować swoje konto na fejsie i jak dotąd bez skutku czyli, że właściciele tego /nie kogę nazwać dosadnie, bo Blogowicze będą oburzeni/ piekielnego fejsa stosują niedozwolone metody, kojarzące się ze średniowieczem. A problem jest gdyż, ciągle przychodzą maile, których nawet nie otwieram i które bez przerwy zaśmiecają mi pocztę. Może ktoś poradzi mi jak skutecznie można uwolnić się od FB.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. 😳 źle postawiłam przecinek, ale tego już nie dam rady zmienić, przepraszam. A wszystko to ze szczęścia, że wciąż figuruję na tym… fejsie

  6. @andrzej jozwik: ciekawa analogia z tym prezenterem 🙂 niemniej myślę, że podobnie jak bohater porównania, FB jakoś sobie poradzi…

    @Psiakostka: jasne, ale problemem jest właśnie ten brak kontroli

    @hortensja: ale w czym problem? teoretycznie konto powinno zniknąć w ciągu 2 tygodni po skasowaniu. problem w tym, żeby go przez ten czas nie aktywizować w żaden sposób – a może to robić nie tylko użytkownik, ale też podpięte do konta usługi

  7. Panie Redaktorze,

    Na pewno nie zaglądałam na FB nie tylko w ciągu tych wymaganych 2 tygodni, ale nawet do tej pory ani razu nie otworzyłam konta. W jaki sposób w takim razie można sprawdzić co jest tego przyczyną? Wprawdzie ktoś mi powiedział, że jeżeli nie ma cię na facebooku, to nie istniejesz niemniej jednak, na takim istnieniu nie zależy mi naprawdę. Dziękuję bardzo za odpowiedź. 🙂

  8. „Czy odpadanie z FB ma szansę się upowszechnić?” Ma szansę, jeśli „odpadanie” stanie się modne, jeśli posiadanie konta zacznie być uważane za „obciach”. Mamy już slow food, slow/re-reading, płyty winylowe, może i na życie off line przyjdzie czas. Na razie moi znajomi i przyjaciele „weryfikują się” w swojej dla mnie przychylności poprzez to, że muszą się pofatygować i zadzwonić do mnie lub wysłać e-mail?a. Nie mam konta z różnych powodów (również z lenistwa), ale najważniejszym jest to, że nie lubię kiedy ktoś wie o mnie więcej, niż uważam, że powinien. Oczywiście w świecie analiz Big Data jest to nieuknione, ale nie mam zamiaru dokładać się do tego procederu, jeśli to niekonieczne. Nie wyjmuję (jeszcze) baterii z telefonu komórkowego, jeśli go nie używam, ale kto wie … Jedno co mnie kusi, to życie po życiu, ale czy będę o nim wiedzieć?

  9. Wplyw Uni jest z pewnoscia duzo wieszky niz te dwa istotne wynalazki, pierwszy z ktorych natychmiast przejeli amerykanie i swiat zapomnial o europejskich korzeniach.Sila europy to zdolnosc do kompromisow pomimo duzych roznic pogladow i interesow narodowych. A ten rynek z chyba juz prawie 400 Milionow ludzi to potezna maszyna, ktora pcha nas do przodu.Jak chodzi o biurokracje to europejska do piet nie siega amerykanskiej. Dwa lata mego zycia zawodowego a i w duzej mierze prywatnego zabralo mi przystosowywanie naszej firmy do wymogow amerykanskiego prawa znanego pod nazwa Sarbenes&Oxley (SOX). To dopiero wymysl chorego umyslu, ktory uwaza ze mozan wszystko kontrolowoac. Aby to uczynic trzeba wszystko dokumentowac i itp.