Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

1.04.2013
poniedziałek

Patenty medyczne – Indie stawiają opór

1 kwietnia 2013, poniedziałek,

Kiedyś już ubolewałem tutaj, że trudno w polskiej dyskusji o prawie autorskim własności intelektualnej znaleźć ważny w wymiarze globalnym wątek patentów medycznych. A sporo się w tej materii dzieje.

Zachodnim koncernom medycznym „postawiły się” właśnie Indie, blokujące przyznanie patentu firmie Novartis. To temat gorący w krajach Globalnego Południa – które zresztą ma w tej dziedzinie pewne sukcesy, nie tylko jeśli chodzi o produkcję tanich odpowiedników leków, ale i negocjacje choćby ze Światową Organizacją Handlu, która od dekady zezwala najbiedniejszym państwom na dostęp do leków produkowanych bez opłat patentowych.

U nas, zgodnie z naszymi aspiracjami, analogie do borykających się z problemami w kwestii dostępu do leków krajów rozwijających się są albo pomijane, albo wyszydzane (pamiętacie, jak przy okazji protestów przeciwko ACTA Zbigniew Hołdys straszył chińskimi lekarstwami?). Ale przecież i my mamy problemy z pieniędzmi w służbie zdrowia, a dużym koncernom działającym w Europie nie chodzi wyłącznie o nasze bezpieczeństwo.

Niestety, nie znam nikogo, kto tym tematem u nas bliżej się zajmuje (to prośba o jakieś linki od bardziej kompetentnych ode mnie czytelników). W mediach dominuje powierzchowny obraz, wobec czego rozmawiając później np. z kimś z Indii lub Afryki można się zdziwić choćby opiniami o działaniach fundacji państwa Gatesów, której – abstrahując już od intencji – zarzuca się umacnianie pozycji wielkich koncernów farmaceutycznych i blokowanie zmierzających do osłabienia ich pozycji inicjatyw WHO. Szkoda.

A na koniec, z zupełnie innego poziomu, ale też w temacie przedefiniowania punktów odniesienia dla Polski – rzućcie okiem na działania kolektywu Slavs and Tatars, np. książkę o analogiach w starszej i najnowszej historii Polski i Iranu. Choć o patentach medycznych nie znajdziecie tam ani słowa, to o tym, że szukając sojuszników warto zerkać też na wschód i południe już jak najbardziej.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. Brak wątku patentów w dyskusji o prawie autorskim nie dziwi, bo to co innego. Wiem, to skrót myślowy, ale potem wo napisze, że na kulturze 2.0 nie odróżniają jednego od drugiego.

  2. Skrót, ale biję się w piersi, traktując to też jako ilustrację problemu – bardzo dużo rozmawiamy o prawie autorskim, niewiele o patentach. O medycznych – prawie wcale.

  3. Rozmowa o patentach jest trudna, bo o ile „każdy jest autorem”, to nie każdy jest wynalazcą. Kwestia patentów jest poza tym (przynajmniej w ekonomii) nieźle zbadana – wnioski od kilkudziesięciu lat są niezmiennie churchillowskie: system nie jest dobry, ale najlepszy jaki jest. Problemy – rozszerzanie na inne dziedziny (oprogramowanie, metody biznesowe), patenty blokujące (tu rzeczywiście przemysł farmaceutyczny rządzi), trolle, wysokie koszty i zależność od specjalistycznych rzeczników – nie są aż tak medialne jak możliwość ściągania „Gry o tron”. Przydałaby się niejedna reforma, ale systemu nikt nie ma zamiaru rozmontowywać (i dobrze).

    Z kolei wzorowanie się na Indiach mija się z celem. Polska nie ma takiej siły przebicia i nigdy mieć nie będzie. Indie stać na więcej – jest to na przykład jeden z nielicznych krajów, które nie są stroną układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej…

  4. Nie chodzi mi o bezpośrednie wzorowanie się – raczej o więcej głosów wskazujących, że np. proponowane przez Unię rozwiązania patentowe nie są dobre dla polskich firm. Ja wiem, że to się już dzieje, pytanie, czy to nie może być większa dyskusja – choć może odpowiedzią jest właśnie argument z „Grą o tron”. To bardziej hermetyczne i mniej „sexy”.

  5. Przejrzałem sobie raport Deloitte o jednolitym patencie i nie czuję się przekonany. Argumenty sugerujące, że to dobrze, żeby polskie firmy nie zapoznawały się z zagranicznymi patentami (bo się zmęczą) są dość żenujące. Cała idea patentów polega na tym, żeby się z nimi zapoznawać. Nie ma wielkiej praktycznej różnicy czy spośród pół miliona patentów w EPO na polski zostało przetłumaczonych 3% (liczba aktualnie walidowanych patentów w polskim urzędzie) czy 0 (jak byłoby to w przypadku nowego systemu).

    To byłby pomysł na jakiś rządowy program innowacyjny – wyciśnięcie ile się da z nowego systemu. W cenie patentu w 5 krajach będzie cała UE. Ale tam gdzie innowacyjny przedsiębiorca widzi okazję i szansę, konserwatywny widzi zagrożenie własnego grajdołka.

    A troll i tak przyjdzie, bo choćby nie wiem, jakie zasoby przeznaczyć na okopywanie polskich firm, rent-seeker zawsze będzie dysponować większym kapitałem, skłonnością do ryzyka i dobrą informacją. Tam gdzie można pozwać o naruszenie, tam i tak pozwie.

    Oczywiście, każdy uczestnik wspólnego rynku chciałby mieć ciastko i zjeść ciastko. W innym kraju domagamy się równego traktowania, u siebie równiejszego. Pieniądze z budżetu UE niech płyną strumieniem, ale jeśli przy okazji UE czegoś zakaże (np. prowadzenia działalności komercyjnej w sponsorowanym budynku), płacz i zgrzytanie zębów – głodny student musi przynieść termos i przejść 500 (pięćset!) metrów do budki z zapiekankami.

    Chcemy być częścią innowacyjnej Europy? W EPO właśnie do pierwszej „10” najczęściej patentujących podmiotów wskoczyła po raz pierwszy w historii chińska firma (ZTE). Chiny, to ten wielki kraj, który wszystko kopiuje.

    W Polsce najczęściej w EPO patentuje Politechnika Wrocławska. Ta sama uczelnia, której aktualni studenci nie mają siły na noszenie termosów i chodzenie po bułki.