Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

26.05.2013
niedziela

Dlaczego upadają małe księgarnie?

26 maja 2013, niedziela,

Krytyka Polityczna opublikowała ciekawy wywiad Agnieszki Diduszko-Zyglewskiej z Rafałem Czernigą, prowadzącym księgarnię w Kamiennej Górze („która może niedługo zostać jedyną na obszarze trzech powiatów”).

Wywiad w ogóle warto przeczytać, bo Czerniga rozsądnie opowiada o przemianach czytelnictwa i kłopotach z jego brakiem. Ale mnie tekst zainteresował w kontekście debat o otwartych e-podręcznikach – w których wydawcy regularnie podnoszą argument, że darmowe, publicznie dostępne e-podręczniki oznaczają śmierć dla małych księgarni – bo te żyją ze sprzedaży podręczników.

Czerniga widzi sprawę inaczej: zgadza się, żę to od sprzedaży podręczników w dużej mierze opiera się stabilność działania małych księgarń. Ale jego zdaniem już dziś ta sprzedaż nie ma miejsca, z racji praktyk komercyjnych wydawców podręczników – którzy sprzedają je bezpośrednio do szkół (w pewnych wypadkach stosując do tego nielegalne praktyki związane z podpisywaniem umów z nauczycielami). Czerniga w detalach opisuje patologie obecnego rynku podręczników, na przykład:

„Najświeższy przykład to niemiecki do szkół średnich. Od lutego uczniowie zaczęli pytać się o kolejną część podręcznika. Księgarnia zamówiła książki. W marcu ukazała się książka z nową okładką. Treść bez zmian, ale inna okładka i zamiana kolejności dwóch stron. Nauczycielka powiedziała, że ma być właśnie ta nowa wersja i żadna inna. Uczniowie, którzy już kupili, chcą wymienić swoje książki na nowe, a my nawet tego, co już mamy, nie mamy komu oddać. ”

Co także ciekawe, nigdzie nie pojawia się wątek książek ściąganych w Sieci jako zagrożenia dla księgarni (co przyznam mnie zaskakuje, ale zakładam, że gdyby faktycznie był to problem dla Czernigi, to by od razu o tym wspomniał).

I wreszcie bardzo ciekawy jest wątek misji publicznej (a raczej jej braku dzisiaj) związanej z prozaiczną kwestią zakupywania książek przez instytucje publiczne od małych księgarni. Czerniga prezentuje to jako rodzaj partnerstwa publiczno-prywatnego, które wspierałoby istnienie księgarni (podmiotów komercyjnych, ale pełniących ważne funkcje społeczne – Czerniga rozróżnia je od „sklepów z książkami).

To oczywiście punkt widzenia jednego księgarza – świetnie by było, gdyby idąc tym tropem Instytut Książki, albo Instytut Badań Edukacyjnych, albo oba Instytuty razem zleciły odpowiednią, reprezentatywną analizę i raport. Mogłoby to mieć przydatną funkcję odczarowania otwartych zasobów ( a być może również nieautoryzowanej wymiany treściami w Sieci) jako głównego winnego zapaści rynkowego obiegu książek.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 11

Dodaj komentarz »
  1. „To oczywiście punkt widzenia jednego księgarza ? świetnie by było, gdyby idąc tym tropem Instytut Książki, albo Instytut Badań Edukacyjnych, albo oba Instytuty razem zleciły odpowiednią, reprezentatywną analizę i raport”

    IBE nie ma dość kasy na badanie statystyczne wyposażenia szkół w pomoce naukowe i informatyczne, więc nie spodziewałbym się cudów. Priorytety mają badania testów + EWD, na resztę MEN i NCN nie dają kasy. Nie ma w Polsce przekrojowych badań socjologii edukacji poza tym paradygmatem.

  2. Nie poruszono jeszcze kwestii znacznego zaniżania cen detalicznych przez księgarnie internetowe. Drukowanie cen na okładkach staje się tylko niewiele znaczącym faktem, skoro niektóre księgarnie internetowe chwalą się 27% rabatem. A przecież zwykłe księgarnie często otrzymują książki z 25% rabatem, stąd ich oferta jest mało konkurencyjna.
    Ponoć w Niemczech istnieje nakaz trzymania się cen detalicznych, co akurat w przypadku dystrybucji książek nie powodowałoby nieuczciwej konkurencji (na rabaty).
    Jako wydawca jestem za trzymaniem się cen detalicznych w obrocie detalicznym (ew. z rabatem nie przekraczającym 10%).

  3. w szkolach w usa (publicznej i prywatnej) dzieci otrzymuja ksiazki za darmo, free, gratis….. ksiazki sa wykorzystywane przez wiele lat, maja mocna okladke sa wielkie, na wszystkie klasy np science, nauczycielka dba o zwrot i ich dobry stan. rodzice wiec nie placa tak wysokich cen jak w pl.
    nowe ksiazki co rok? a niby po co? ten stan wiedzy jest juz ustalony….ksiazki tu sa pisane przez grupe naukowcow i nauczycieli, maja duzy poziom. moja corka chodzi do prywatnej podstawowki i ma ksiazki na ipad – multimedialne, te same jak w wydaniu papierowym, za nie jednak musielismy placic i to bardzo duzo, np: science $160 na caly okres nauki w podstawowce.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Nie tylko male ksiegarnie upadaja, duze tez. Widziane z USA: calkiem niedawno upadla wielka siec ksiegarni Borders. Niestety, nie nadazyli za zmianami w sposobie traktowania ksziaek pzrez czytelnikow, w szczegolnosci z Internetem i e-bookami. Druga wielka siec, Barnes&Noble jakos sie trzyma, ale w ich sklepach jest coraz wiecej pozycji nie-ksiazkowych, w rodzaju zabawek, gier, ukadanek i tak dalej. Ale ciagna z niejakim trudem – z checia chodze do B&N popzregladac ksiazki. Gdy widze interesujaca, wyciagam smartfona, zapuszczam aplikacje Amazona, skanuje kod ksiazki i natychmiast wyskakuje informacje o ksiazce. No i cena co najmniej o 25% nizsza, bez podatku i z darmowa dostawa w dwa dni (jestem „prime member”). Wystarczu nacisnac guzik „kup”. De facto, ksiegarnia B&N stala sie oknem wystawowym dla Amazona.

    No, ale mimo klopotow duzych graczy, male ksiegarnie nie pociagna jezeli beda kopiowac model typu „polki i kasa”. Nawet dodanie kawiarni nie pomoze. Maja szanse na przetrwanie tylko jezeliz aoferuja cos wiecej. I w tej wlasnie kwestii wywiad jest znakomity. Mala ksiegarnia moze przetwrac jezeli stanie sie centrum kuturowym. B&N nie ma szans aby sie takim centrum stac. Dlatego tez prognoza o szybkim upadku malych ksiegarni nie sprawdzi sie jezeli owe mala ksiegarnie odnajda swe miejsce i model biznesowy

    No i jezeli juz taka nala ksiegarnia jest… Wiele osob uwaza za swoj obywatelski obowiazek kupic w takiej ksiegarni ksziazke chociaz raz w miesiacu i nei skanowac kodow w celu zakupu na Amazonie. Zalezy im aby ksiegarnia instnala, bo gdy zniknie, nic nei wypelni pustki

  6. Borders przestalo istniec? 🙁 Moja ulubiona obok B&N, choc tej ostatniej mam za zle, ze nie sprzedaje juz plociennych toreb z portretami pisarzy. Ile to ja nazadawalam szyku w LOndynie z moim Dickensem ( w sumie kupowanym bodaj czterokrotnie) ! A teraz juz tak sprany, ze nic prawie nie widac.
    Lece do Stanow w poniedzialek i szkoda mi bardzo, ze Bordersa juz nie znajde. Wysiadywalam tam w miekkich fotelach wiele godzin i moja blisko 90-letnia matka tez!
    O, Borders! 🙁

  7. Ki diabel? Nie jestem zadnym anonimem!

  8. Oj, kiedy widzę, że osoba mająca na co dzień kontakt z literaturą mówi:” Od lutego uczniowie zaczęli pytać SIĘ o kolejną część podręcznika”.(podkreślenie moje), to zaczynam się zastanawiać, czy nasz szacunek do języka nie przekłada się czasem w dłuższej perspektywie na zanik czytelnictwa? Jeśli to błąd dziennikarza, to tym gorzej.

  9. Upadające małe księgarnie to znak czasu. Tak samo jak amerykański Newsweek tylko w wersji elektronicznej.

  10. Niedługo wszyscy będziemy czytać książki w wersji elektronicznej. Ja się temu nie sprzeciwiam – ostatnio zakupiłem czytnik i jest to naprawdę genialne rozwiązanie. A do tego jaka oszczędność dla środowiska.
    ps bateria (ładowana 2 godziny) trzyma w nim miesiąc – dwa częstego czytania, uprzedzająć argument, że czytniki zużywają dużo prądu;)

  11. Faktem jest, że upadające małe księgarnie można zakwalifikować jako znak naszych czasów, coś, co następuje nieuchronnie wraz z rozwojem i czemu nie uda nam się nigdy przeciwstawić. Pytanie tylko, czy ten rozwój jest aby na pewno pozytywny i czy to wszystko zmierza w dobrym kierunku. Coś mi się zdaje, że niekoniecznie….

  12. Parę słów z perspektywy czytelnika-konsumenta: brak rabatów dla stałych klientów, brak rabatów, i jeszcze raz brak rabatów! Gdybym robił zakupy tylko i wyłącznie w małych księgarniach i kupował książki (prawie zawsze) po cenie okładkowej, po prostu poszedłbym z torbami! Już nie wspomnę o tym, że o mierny rabat muszę się upominać, a i płatność kartą czasami powoduje oczy jak spodki (w co niektórych księgarniach).