Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

1.10.2013
wtorek

Zaleją nas strumienie muzyki

1 października 2013, wtorek,

Patryk Gałuszka opracował dla Ministerstwa Kultury „Raport dotyczący funkcjonowania elektronicznego rynku treści muzycznych w Polsce” – ciekawą publikację, odbiegającą pod kilkoma względami od linii, której można by oczekiwać od Ministerstwa (np. pozbawione emocji podejście do piractwa jako zjawiska wpływającego na rynek). Dokładniejszy komentarz wkrótce – na razie zainteresował mnie jeden wątek, związany z serwisami streamingowymi.

Gałuszka twierdzi, że lata 2011-2012 były momentem przełomu: legalne opcje, w postaci właśnie serwisów streamingowych, wreszcie się przyjęły, i zapoczątkowały trend wypierania nieautoryzowanego dostępu przez opcje legalne. Od dawna cytuję mec. Staaszewskiego, który już kilka lat temu stwierdził, że „legalne opcje zmniejszają piractwo”. Dla wielu osób to teza oczywista, ale w debacie publicznej konkuruje ona np. z kompletnie odmiennym założeniem – że piractwo na dużą skalę uniemożliwia zaistnienie w danym kraju opcji legalnej. Diagnoza Gałuszki brzmi rozsądnie, niestety nie jest podparta zbyt wieloma danymi – poza wykazaniem faktycznie rosnącego poziomu zysków z treści cyfrowych (a te w dużej mierze generują serwisy streamingowe). Brak – i nie ma w tym winy Gałuszki – danych na temat np. liczby użytkowników czy poziomu zysków generowanych przez te serwisy dla polskich twórców – a to także czynniki, które zadecydują o powodzeniu tego modelu.

Jednak to, że serwisy streamingowe będą się popularyzować, jest w miarę oczywiste – Gałuszka słusznie pisze, że mają one charakter naturalnych monopoli, a te z czasem dominują na rynku.

Kluczowe pytanie jest inne – czy obieg muzyczny zdominowany przez serwisy streamingowe będzie dobrym obiegiem dla nas wszystkich? Gałuszka pisze, że aby rozwiązać kwestię piractwa trzeba podążać za zachowaniami internautów (wyznaczanymi z kolei przez ofertę usług nieautoryzowanych, zdających się być o krok przed biznesem od samego początku, od czasów Napstera).

„Wziąwszy to pod uwagę, najlepszą odpowiedzią na tzw. piractwo internetowe wydaje się być zaoferowanie słuchaczom takich usług i produktów muzycznych, które będą uwzględniały zmieniającą się rolę muzyki we współczesnych społeczeństwach, a ponadto będą wygodne w użyciu i stosunkowo niedrogie.”

Rozwiązaniem, sugeruje Gałuszka, są serwisy streamingowe – w których muzyka rzeczywiście zaczyna być „jak woda„. W czym więc problem? W kwestii własności. W tym momencie analogia z wodą ucina się – bowiem serwis streamingowy to taka sieć studzienek i kraników, z których można napić się tylko na miejscu. Nie napełnisz wodą butelki, a tym bardziej nie dasz jej sąsiadowi, gdy zapuka że skończyła mu się mineralka.

Problem unaocznił mi Jeremie Zimmermann z francuskiej La Quadrature du Net, wdrażający w życie hasło organizacji „Let’s Make Data Love!”. Brzmi jak coś szokującego, a chodzi o prostą wymianę plików. Gdy to zaproponował, szybko zorientowałem się, że w moim nowym laptopie, podpiętym do Spotify, nie ma muzyki, którą mogę się podzielić. Jest trochę plików Spotify dostępnych w trybie offline i przepastna cache, ale nie uświadczysz tam empetrójki.

Użytkownik Spotify nie kupuje muzyki, tylko ją pożycza. I wraz z tym traci szereg przywilejów, które wydają się oczywiste. W obiegu muzyki zdominowanym przez serwisy streamingowe nie ma odsprzedaży, nie ma targów winyli czy płyt CD, nie ma kopiowania na inne urządzenia, nie ma dzielenia się ze znajomym. Inne urządzenie mogę najwyżej także podpiąć do serwisu, a znajomemu podesłać link – i polecić wykupienie abonamentu.

Pytanie, czy jest coś złego w takim modelu, skoro wszyscy mogą mieć tani dostęp? Prawdopodobnie nie widzimy jeszcze wszystkich ryzyk związanych z globalną, streamingową, zmonopolizowaną chmurą muzyczną. Mi przychodzą do głowy dwa.

Po pierwsze: archiwizacja dziedzictwa. Regularnie słychać anegdoty o starych nagraniach znalezionych na strychu, lub unikatowych kawałkach wyszperanych przez dziennikarza muzycznego na Chomikuj – po wyjęciu wszystkiego co się da z „oficjalnego” archiwum. W świecie streamingu będzie jedno, scentralizowane archiwum. A to brzmi niepewnie choćby z punktu widzenia bezpieczeństwa naszego dziedzictwa – które lepiej zapewni system rozproszony.

Po drugie: nadzór. Serwisy streamingowe, oparte na opłacie abonamentowej, muszą śledzić swoich użytkowników – by zliczać wszystkie odtworzenia i wiedzieć, któremu twórcy ile zapłacić. To powód, albo przynajmniej wymówka, dla nieudostępniania plików do ściągnięcia – wypadłyby one z ‚radaru’ serwisu. To faustowski targ, jaki robimy z serwisami społecznościowymi: szukając rozwiazań dotyczących własności intelektualnej wchodzimy głęboko w prywatność użytkowników. Oczywiście żaden serwis streamingowy nie będzie anonimizować swoich użytkowników (np. naliczając odsłuchania, ale nie łącząc ich z osobą).

O trzecim problemie już pisałem – może się okazać, że streaming faktycznie zredukuje skalę nieautoryzowanego korzystania – ale z punktu widzenia interesów twórców będzie ślepą uliczką (to kluczowy wątek, którego zabrakło mi w ekspertyzie Gałuszki).

Okazuje się więc, że jest odwrotnie niż chce tego Gałuszka: nowe srewisy faktycznie dostosowują się częściowo do potrzeb i praktyk użytkowników – ale też same narzucają ramy korzystania. Jak się wydaje nie całkiem korzystne.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 13

Dodaj komentarz »
  1. Nie będzie ‚piractwa’ – a twórcy i tak będą niezadowoleni – bo ich siła przetargowa zmaleje. Może efektem będzie więcej ‚wolnej muzyki’? Bo może muzykom bardziej będzie się opłacało zarabianie na koncertach i promowanie się przez muzykę cyfrową?

    Ale najbardziej to mnie ciekawi to co będzie jak już naprawdę cała muzyka będzie dostępna równomiernie. Teraz dużo łatwiej jest słuchać tego co powstało niedawno.

  2. Dzień dobry.

    Chciałbym zwrócić uwagę jeszcze na inne elementy udostępniania muzyki w serwisach streamingowych.
    Jakość nagrań – póki co jest gorsza niż z pyt CD, że o winylach nie wspomnę. Mam świadomość, że 90% muzyki jest obecnie słuchana na rządzeniach, które umownie nazwijmy komputerami (PC-y, Apple, IPhone’y, androidy itd).
    Słusznie zauważył „zby”, że ciekawe co się stanie jak cała muzyka będzie dostępna w internecie – moim zdanie wzrośnie rola „selektorów” czy osób, które mogą zaproponować ciekawe treści czyli płyty czy też utwory niepopularne, a dobre.
    Słusznie – moim zdaniem – Pan Alek obawia się utraty prywatności. Obawiam się, że to element, który sprawi, że serwisy pobieraczkowe nadal będą cieszyły się dużym powodzeniem.
    Wreszcie najpoważniejszy problem, który Pan Alek poruszył – archiwizacja dziedzictwa: trzeba będzie powołać instytucje,które będą to robiły. Pytanie tylko skąd wziąć fundusze na ich finansowanie.
    Cieszę się z rozwoju serwisów streamingowych, ale uważam, że – zwłaszcza organizacje zbiorowego zarządzania własnością intelektualną – powinny znaleźć taką formę symbiozy z internautami, by nie straszyć użytkowników paragrafami tylko spowodować by mogli po prostu posłuchać dobrej muzyki.
    Cieszę się również z tego, że ten temat został poruszony. Uważam, że to dopiero początek dyskusji. Oby tylko na dyskusji się nie skończyło.
    Pozdrawiam 🙂

  3. @zby jest jeszcze nadzieja we wszelkich modelach typu crowdfunding / subskrypcja na wydanie płyty / dobrowolne datki – ale na razie nie „chwyciły” i nie widzę, jak by miały to zrobić. Ciekawe pytanie brzmi, czy dałoby się zaprojektować bardziej „uczciwy” serwis streamingowy.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @Hirek Wrona problem polega na tym, że podmioty rynkowe mają mało powodów, by modyfikować model streamingu w kierunku, który nam wydaje się słuszny – i właściwie nie wiadomo, jak można by na nie naciskać. nie widzę mozliwości stworzenia rozsądnej oferty publicznej, pytanie co innego da się zrobić?

  6. @Hirek Wrona
    Kwestia jakości streamingu to fascynująca sprawa. Ciekawe, który proces będzie szybszy – czy na tyle zwiększy się przepustowość łączy, że serwisy streamingowe będą wkrótce nadawać muzykę w wysokiej jakości czy jednak pokolenie słuchaczy, którzy są w stanie usłyszeć różnicę między nagraniem wysokiej a niskiej jakości po prostu odejdzie. Młodzi ludzie przyzwyczajają swoje uszy od najmłodszych lat do muzyki bez najwyższych i najniższych rejestrów i kto wie, czy umiejętność ich rozróżniania nie stanie się po jakimś czasie cywilizacyjnym balastem. Ja liczę jednak na postęp technologiczny i Spotify z opcją audiofilską, ale może to tylko marzenie ściętej głowy.
    @Alek
    Może jesteśmy świadkami cichej rewolucji na polu własności? Zobacz co się dzieje – płacąc abonament w danym miesiącu jesteśmy królami życia, mamy dostęp do całej muzyki świata (no prawie, ale za chwilę tak pewnie będzie). Kiedy tylko przestaniemy płacić zostajemy całkowicie z niczym. Co z tego, że przez poprzednie miesiące wydaliśmy równowartość wielu płyt CD, jeśli przestajemy płacić nie mamy dostępu do niczego. Mnie osobiście to przeszkadza, czuję się w jakiś sposób oszukana, ‚wystrychnięta na dudka’. Może to jednak tylko mój problem, kwestia niedostosowania się. Może nasze dzieci będą w pełni oswojone z modelem czasowego dostępu do wszystkiego?
    Problemu archiwizacji nie widzę aż tak problematycznie. Chyba instytucje ochrony dziedzictwa powinny wkroczyć w nową rolę i zagwarantować sobie bezpłatny dostęp do wszelkich archiwów serwisów streamingowych po wsze czasy. Tak aby w każdej bibliotece można było mieć dostęp do takiego Spotify za darmo i stale.

  7. @Alek Tarkowski
    Zgadzam się z Panem, że zwłaszcza organizacje chroniące prawa autorskie i wykonawcze mają mało powodów modyfikować obecny model streamingu. Proszę jednak zwrócić uwagę na fakt, że coraz większa liczba artystów sama „porządkuje” rynek nie zgłaszając swoich utworów do tych organizacji. Zarabiają pieniądze na sprzedaży płyt i pojedynczych nagrań. Zarabiają na ubraniach, koncertach i innych „gadżetach”. Internet traktują jako narzędzie do promocji i jednocześnie sprzedaży. Może się okazać, że organizację o których wyżej wspominam za kilkanaście lat nie będą miały kogo chronić – przynajmniej z młodszego pokolenia artystów.

  8. @Justyna Hofmokl
    W kwestii jakości – nagrania zdygitalizowane mogą „dogonić” płyty tylko wówczas, gdy będzie bardzo szybki internet oraz słuchacze będą mieli odpowiedniej jakości sprzet do słuchania. Moim zdaniem to kwestia czasu. Być może wówczas Spotify rzeczywiście stworzy „opcję audiofilską” 🙂
    Zaś w kwestii archiwizacyjnej to mój niepokój budzi brak stabilności w szeregach administracji publicznej oraz brak klarownych przepisów. Słusznie wytykane są słabości polskiego systemu prawnego. Wydaje mi się, że powinno gromadzić się polską muzykę nie tylko w Bibliotece Narodowej, ale i w innym – ogólnie dostępnym miejscu.

  9. „W świecie streamingu będzie jedno, scentralizowane archiwum. A to brzmi niepewnie choćby z punktu widzenia bezpieczeństwa naszego dziedzictwa ? które lepiej zapewni system rozproszony.”
    Problemem nie jest bezpieczeństwo, bo spotify i podobne też mają rozproszone struktury przechowywania tych danych (globalnie). Nie da się tego usunąć/wyłączyć itd w całości za jednym razem. Nawet jak Spotify upadnie to ktoś to przejmie. Zagrożeniem jest ewentualny monopol przechowywania i udostępniania, ale to już kwestia konkurencji.

  10. @Jacek racja, i właśnie dlatego rozwiązanie proponowane przez Justynę: ustawowe konta w serwisach dla instytucji kultury nie jest dobre – bo nie rozwiązuje problemu monopolu i uzależnia od niego instytucje i interes publiczny

    @Justyna albo świat w którym biedni mają wszystko tylko na chwilę, a bogaci – na zawsze. gorzej, jak nie ma wyboru, np. Adobe wyłączył już całkowicie opcję zakupu, i oferuje swoje oprogramowanie tylko jako usługę.

    ciekawe też, że braki pewnej własności „kupujemy” bez kłopotu. jeśli ktoś ma Maca, to część ceny jaką płaci to cena OS X w tym Macu – ktory mamy tak długo jak Maca, płytki już nie dają. i nikt nie płacze.

  11. Z brakiem możliwości napełnienia butelki to nie jest do końca tak. Przy zakupie wyższego abonamentu mamy możliwość pobrania plików w trybie offline. Poza tym w owym wyższym abonamencie mamy dostęp nie tylko z poziomu desktopa, ale smartfona czy tableta, a więc urządzeń które mamy przy sobie niemal nieustannie, a co za tym idzie owa butelka z wodą jest zabierana.
    Co do systemu OS X, to czy nie jest czasem przypisany do Apple ID? Jeśli tylko dany sprzęt spełnia wymagania, możemy taki system pobrać i zainstalować na danej maszynie.
    Sam proces wydawania płyt przenosi się coraz częściej do serwisów typu Bandcamp. Owszem, ich zasięg jest jeszcze niewielki, ale i w nakładach (niewielkich) upatruję sukces i przyszłość zarazem. Co nam po nowej płycie Madonny , skoro można ją pobrać czy kupić w każdym sklepie. Co prawda pachnie to odrobinę snobistycznym kolekcjonerstwem, ale Bandcamp oferuje nośnik, o którym wiemy że nie jest powtarzalny. W przeciwieństwie do unisexowego streamingu. 😉

  12. Mnie ze streamingów najbardziej przekonuje serwis Deezer. Mają dobrą ofertę, wiele płyt. 20 zł miesięcznie mnie nie zbawi i wiem, że mam przynajmniej legalną muzykę.

  13. Niestety streaming ma swoje cienie. Ja np. mam doświadczenia z korzystania z serwisu Naxosa (http://www.naxosmusiclibrary.com) i z jednej strony widzę, że jest to wygodne – wyszukiwarka działa sprawnie, jest bardzo duży zasób muzyki, która mnie interesuje (klasyczna, jazz, blues itp.). Z drugiej – niestety nie można sobie niczego „ściągnąć” na komputer lub telefon komórkowy. Poza tym serwis co pewien czas mnie wylogowuje, co zmusza do ponownego logowania się, a nie jest to przyjemne. Do tego abonament, nawet w podstawowej wersji, jest dla mieszkańca Europy środkowo-wschodniej nieco drogi. Poza tym dostawca wymusza płatność kartą kredytową, która nie jest w powszechnym użyciu w Polsce, nie wspominając już o innych, mniej rozwiniętych krajach naszego regionu.

  14. Do mnie przemawia szczególnie pierwszy argument związany z ryzykiem archiwizacji. Zresztą nawet nie o ryzyko tutaj chodzi ale o zjawisko jako takie. Przyjemnie byłoby pójść z wnukiem za 40-50 lat na strych i pokazać mu czego babcia słuchała w młodości. Utracimy wartość sentymentalną…