Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

12.11.2013
wtorek

Witaj, papierozo!

12 listopada 2013, wtorek,

Podczas gdy nowe (cokolwiek to znaczy) technologie stają się dla nas coraz bardziej oczywiste i przezroczyste, dokładnie odwrotnie dzieje się ze starymi, które oczywiste były jeszcze do niedawna. Tak dzieje się z papierem – pomyślałem sobie o tym, gdy w moje ręce wpadł kolejny genialny wydany w ciągu ostatniego roku komiks. Choć „komiks” nie jest tu określeniem w pełni satysfakcjonującym, chodzi bowiem o „The Great War” Joe Sacco, panoramę przedstawiającą pierwszy dzień bitwy nad Sommą.

„The Great War” – podobnie jak choćby wydane przed rokiem „Building Stories” Chrisa Ware’a – to dla mnie efekty poszukiwania odpowiedzi na pytanie o sens kupowania nieporęcznego papierowego przedmiotu w czasach, gdy komiksy coraz lepiej czują się na naszych wyświetlaczach. Ware przygotował wielkie pudło, pełne książeczek w różnych formatach – pomijając już samą treść, to po prostu kolekcjonerski rarytas. Sacco, do tej pory kojarzący się głównie z zaangażowanymi reportażami, poszedł chyba jeszcze dalej: narysował książkę, w której mieści się panorama o szerokości przeszło 7 metrów. I w jakiś pokrętny sposób zrobił coś może jeszcze bardziej przejmującego, niż w swoich starszych pracach.

Efekt jest dość dziwaczny, bez wątpienia jednak fascynujący. Uświadomił mi, jak głęboko zakodowane w pamięci mam znaczenie książkowej formy – rozkładając kolejne nieporęczne fragmenty czułem się jak dzieciak, rozkładający z wypiekami wkładki ze starych albumów z biblioteki. Ostatni raz czułem się tak chyba czytając chyba mój ulubiony komiks historyczny, „Louisa Riela” Chestera Browna, niesamowity równie dlatego, że drukowany na żółtawym papierze i umieszczony w okładce imitującej płócienną oprawę. Ale przecież ta gonitwa skojarzeń może iść znacznie dalej. Gigantyczny rysunek przedstawiający wojnę to przecież nie tylko panorama, to też trochę dziecięce bazgroły. Gdy byłem w podstawówce, ogromną część popkultury stanowiły filmy o II wojnie światowej. Też rysowaliśmy wielkie bitwy. A równocześnie we wstępie Sacco odwołuje się do pochodzącej prawdopodobnie z XI wieku tkaniny z Bayeux, przedstawiającej podbój Anglii przez Wilhelma I (zresztą komiksowe porównania do niej pojawiają się choćby u Scotta McClouda w „Understanding Comics”).

To zestawienie jest o tyle intrygujące, bo o ile „The Great War” to przejaw pewnego papiero-fetyszyzmu, to zarazem czerpie nie z układu kodeksu, a raczej zwoju – choć obraz jest statyczny i pozbawiony komentarzy (te znajdują się w dołączonej broszurze), to jest tu opowieść. To nie tylko stopklatka z bitwy, ale i historia pierwszego jej dnia: lewa krawędź to jeszcze przygotowania, na prawej widać już groby. Oczywiście całość robi wrażenie także dlatego, że bitwa nad Sommą, nieobecna w polskich narracjach skoncentrowanych na lokalnej martyrologii, to jeden z początków przemysłowej machiny zagłady – w eseju umieszczonym w broszurze-załączniku możemy przeczytać choćby o 55 milach torów kolejowych, wybudowanych przez Brytyjczyków na wyłączny użytek bitwy, z myślą o dostawie amunicji i prowiantu, czy o 70 tys. mil kabla telefonicznego. Wszystko po to, żeby w którymś momencie młodzi brytyjscy ochotnicy mogli ruszyć na niemieckie karabiny maszynowe, które w ciągu pierwszej godziny zabiły 30 tysięcy żołnierzy. Bo oczywiście – jak to z postępem bywa – coś poszło nie tak w stosunku do misternego planu.

Mam poczucie, że jesteśmy w niezwykle ciekawym dla papieru momencie. Trochę jak z grami na starą generację konsol – już nie bardzo ktoś wierzy w ich komercyjny potencjał, a równocześnie twórcy są u szczytu możliwości, bo dobrze opanowali medium. Choć oczywiście można dyskutować, czy nie bardziej odpowiednią formą dla komiksu Sacco byłoby to, jak fragment jego pracy pokazał Slate. Ale tu znów wracamy do kwestii szlachetnej niewygody która pomaga w tym, by obcowanie z treścią nie było tylko po prostu przeglądaniem obrazków. Pozostaje tylko pytanie, czy kontakt z papierem skazany jest na lekko snobistyczną niszę i czy istotnym źródłem przyjemności w coraz większym stopniu będzie nostalgia. Bo jeśli tak, to ciekawe, jak ta strategia sprawdzi się za kilkanaście lat, gdy adresatami staną się ludzie pozbawieni wspomnień o myszkowaniu w bibliotekach.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Ale mi się właśnie wydaje, że nawet za paredziesiąt lat wciąż będą biblioteki – tylko nie takie, jakie znamy dziś. Po prostu będą to bibliotki, w których w chmurze będą nam udostępniane różne materiały, do których zaraz po wyjściu z czytelni utracimy dostęp:)