Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

13.11.2013
środa

Wykluczenie cyfrowe i wykluczenie po prostu (albo dlaczego internet nie zbawi emerytów i rencistów)

13 listopada 2013, środa,

Czytam właśnie szkic Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa (wersja 3.0, przedstawiona do konsultacji społecznych, PDF)- opartego na finansowaniu unijnym programu rozwoju „społeczeństwa cyfrowego” na lata 2014-2020. Mówiąc prościej, chodzi o publiczne wsparcie tych działań, dzięki którym będziemy jako społeczeństwo korzystać z technologii cyfrowych częściej i z lepszymi skutkami. Jednym z trzech podstawowych celów programu jest zapewnienie „e-integracji i e-aktywizacji”.

(Tu niezbędna jest krótka dygresja – od kilku lat czytam często dokumenty strategiczne i przyzwyczaiłem się do ich specyficznego języka. Być może za bardzo. Bo ćwiczenie, jakim jest opisanie takiego dokumentu językiem wpisu na blogu – a więc językiem zrozumiałym, ludzkim – jest niezłym wyzwaniem. „E-aktywizacja”, nazywana też „cyfrową aktywizacją”, jest jedną z trzech „osi priorytetowych” definiujących program. Niestety sama pozostaje niezdefiniowana, i funkcjonuje jedynie jako pozornie oczywisty, poważnie brzmiący termin).

Można się jednak domyślić o co chodzi: o to, by osoby wykluczone cyfrowo – nie korzystające z internetu i pokrewnych technologii – zaczęły to robić; a osoby już korzystające, ale nie dość często, nie dość intensywnie lub bez pozytywnych skutków dla własnego życia, korzystały lepiej.

(Tu kolejna dygresja – okazuje się dość szybko, że nie mamy teorii „lepszego korzystania”. Od dobrych kilkunastu lat cele polityki wspierającej wykorzystanie internetu opierają się na założeniu zwiększenia dostępu: niech korzystają, i będzie dobrze. Od kilku lat mówi się wprawdzie o tym, że są różne sposoby korzystania, lepsze i gorsze. Wiemy intuicyjnie, że osoba korzystająca z internetu wyłącznie z serwisu z głupawymi filmikami, nie wykorzystuje internetowego potencjału. Ale jednocześnie kołacze się w głowie myśl, że zapewne nie nam oceniać?)

Wracając do e-integracji, PO Polska Cyfrowa jako jedno z podstawowych narzędzi definiuje „lokalne centra aktywności” – oparte na punktach publicznego dostępu do internetu miejsca jednocześnie posiadającą odpowiednio wyszkoloną kadrę, tak by móc prowadzić odpowiednie działania edukacyjne. W rezultacie będą one przyciągać „obecnych oraz przyszłych użytkowników internetu i nowoczesnych technologii”.

I teraz dochodzimy do sedna sprawy:

„Centra [?] będą koncentrować swoją ofertę na grupie zagrożonej wykluczeniem cyfrowym – osobach starszych (50+), niepełnosprawnych, rencistach oraz emerytach, zamieszkałych zwłaszcza na terenach wiejskich (wsparcie obejmie także rolników i domowników) i małych miast”.

Wymienione powyżej grupy są rzeczywiście od lat „wykluczone cyfrowo” – podczas gdy osoby młodsze, lepiej wykształcone (także bogatsze, o czym się tu nie wspomina) dość ochoczo, w coraz większej liczbie są internautami, w tych grupach idzie to opornie.

Objęcie ich intensywną „e-integracją” zaklada jednak błędną teorię zmiany społecznej – osoby te bowiem zazwyczaj nie są e-wykluczone, tylko po prostu wykluczone, w wielu różnych wymiarach (i oczywiście w różnym stopniu). Klapkę w głowie otworzył Robert Więckowski z Fundacji Kultura Bez Barier, który w czasie konferencji „OpenGlam 2013” opowiadał o znaczeniu dostępności zasobów instytucji kultury (rozumianej jako tworzenie warunków niezbędnych, by mogły z nich korzystać osoby niepełnosprawne). Według Więckowskiego nawet zapewnienie dostępnosci – stworzenie podpisów do filmu, nagranie wersji audio, poprawne kodowanie stron WWW, czy montowanie pętli indukcyjnych na wystawach – nie rozwiązuje problemu w całości. Wykluczenie tkwi bowiem w ludziach, i przekłada się na brak przyzwyczajeń i chęci bycia aktywnymi – na przykład wyjścia do galerii. Albo w naszym wypadku, skorzystania z internetu. Ale też kontaktu z drugim człowiekiem, ciekawości świata, chęci wyrażenia siebie.

Traktując jako wytrych narzędzia i metody „e-integracji” wybieramy jedną z trudniejszych dróg ogólnej integracji tych osób. Przydałoby się więc na przykład porównać plany rozwoju „centrów aktywności lokalnej” z Uniwersytetami Trzeciego Wieku – prężnie działającymi, ale ciągle relatywnie małej skali.

Program Operacyjny słusznie deleguje wiele zadań poza siebie, i poza obszar działań stricte „cyfrowych” – uznając, że lepiej wpasować narzędzia cyfrowe w różne strategie tematyczne i „sektorowe”:

„wsparcie niektórych zastosowań TIK powinno zostać pozostawione poza POPC tak, aby odpowiadało logikom sektorowym wykorzystującym TIK dla osiągnięcia specyficznych celów zdefiniowanych we właściwych politykach”

I tak należałoby chyba postąpić z kwestią wykluczenia cyfrowego, szukając miejsca działań cyfrowych w szerszej palecie metod integracyjnych. Bowiem na zdrowy rozum trudno wyobrazić sobie osoby starsze, chore, biedne i niewykształcone, magnetycznie przyciągane do punktu aktywności cyfrowej, nawet takiego wyposażonego w sprzęt i odpowiednio przeszkoloną kadrę. Pytanie tylko, czy te szersze projekty integracyjne można gdzieś w Programach Operacyjnych znaleźć?

(Choć istnieje oczywiscie ryzyko, że w tych sektorowych politykach wątki cyfrowe, z natury swojej trudne i egzotyczne, rozmyją się i zostaną potraktowane po macoszemu.)

*

Dał mi też do myślenia niedawny wpis Michaela Geista, dotyczący wykluczenia cyfrowego i ubóstwa. Geist pokazuje, że w Kanadzie kluczowym czynnikiem wykluczenia jest ubóstwo: z internetu korzysta średnio 83% Kanadyjczyków, 94% najbogatszych i 63% najbiedniejszych. Czy w Polsce jest podobnie? Łatwo to pewnie sprawdzić w danych Dominika Batorskiego z „Diagnozy społecznej”. Ale jedno jest dla mnie pewne – w dyskusjach o wykluczeniu cyfrowym ten wątek nie jest raczej poruszany (brak go też w POPC).
A to oznacza, że nie wykonujemy takiego ćwiczenia jak sprawdzenie, czy określone umiejętności cyfrowe – być może bardzo przyziemne – pozwoliłyby ludziom oszczędzić pieniądze. (Co jest częścią opisanego wcześniej braku myślenia o tym „jak” korzystać, a nie tylko „czy”).

*

(I dla pełnej jasności – jestem zwolennikiem „centrów aktywności cyfrowej”, szczególnie tworzonych na bazie istniejących instytucji. Jestem przekonany, że potrzebujemy nowych instytucji wspierających szeroko pojęte zaangażowanie w życie społeczne i kulturowe, i powinny one być hybrydami dobrze znanych instytucji takich jak biblioteki czy domy kultury. Potrzeba też coś zrobić ze sprzętem nakupionym w ostatnich latach w ramach tworzenia publicznych punktów dostępu od internetu – choć od tego narzędzia akurat dobrze będzie jak najszybciej odejść, bo sam sprzęt tym bardziej nas nie zbawi).

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. Takie Programy Operacyjne sa bardzo potzrebne. Dostarczaja bowiem sporej a latwej kasy tworcom tych programow. Zas skutecznosc jest taka jak w rosyjskim powiedzonku „luczsze byt bogatym I zdorowym”

    Moze P.T. Autorzy Programow zastanowiliby sie czy moja ciotka biorace 600 zlotych niesiecznie emerytury moze sobie kupic bilet do kina czy pojsc na koncert, zaplacic 120 zlotych miesiecznei za dostep do internetu, a jakby miala ten internet to co moglaby z tym internetem robic. Jak na razie, zastanawia sie co bedzie jadla I z czego zaplaci za ogrzewanie w zimie

    Swiat pelen jest „useful idiots”. Ktorzy „myslac o innych” mysla pzrede wszystkim o sobie

  2. Zupełnie nie rozumiem komentarza A.I. Niby jak autorzy PO PC mają na nim zarabiać? Chyba że wpis A.I. to zawaluowana pretesja do stowarzyszenia, które nagłośniło sprawę cyfrowego wykluczenia osób w wieku 50+, a potem wygrało konkurs na zorganizowanie zajęć internetowych dla osób starszych (prowadzą je za darmo wolontariusze, z pieniędzy unijnych finansowane są materiały i organizacja akcji).
    Wracająć do meritum: łatwo wskazać oszczędności, jakie uzyskują starsze osoby korzystające z internetu – tańsza komunikacja z bliskimi (darmowe komunikatory zamiast telefonów), tańsze zakupy w internecie (bardzo ważne, nie chodzi tylko o Allegro, ale i o lekarstwa – http://www.polskacyfrowa.info.pl/index.php/ochrona-zdrowia/251-ruszylo-internetowe-konto-zdrowotne-dla-seniora ).
    I oczywiście nie za 120 zł miesięcznie – bo takie ceny to były kiedyś…

  3. Pierwszy link nie działa. To ci skuteczna demonstracja cyfrowego wykluczenia!

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Dla młodego kolegi grupa 50+ to skończone matoły, które trzeba prowadzić za rączkę? Proszę rozejrzeć sie po redakcji, w której Pan pracuje.

  6. @Witold:

    Cytat z polskiej prasy: „Samochod potracil 50 letnia kobiete. STARUSZKE odwieziono do szpitala”

  7. Nie zgadzam się. Ja pracowalam z osobami 50+ na kursach komputerowych i mnostwo z tych ludzi bylo chetnych do nauki, mieli komp. wnukow, dzieci ale jakos nikt nie mial nigdy czasu ich nauczyc.
    Poza tym duzo ludzi 50+ ma rodziny/dzieci za granica i na prawde sa zadowoleni jesli swobodnie posluguja sie mailem, skypem.
    Programy dla seniorow z nauki komp./Internetu jest jednym z dzialan, zeby zapobiegac wykluczeniu społ. tych osob.

  8. Także czytałem ten progam i wydaje mi się, że wiele z przewidzianych obszarów tak nprawdę nie powinno być wspieranych i to będzie tylko i wyłącznie wyrzucanie kasy w błoto. Należałoby teżdobrze się zastanowić nad budżetem działań skierowanych na aktywizację ludzi w wieku powyżej 50 lat – bo jakkolwiek optymistyczne mogą być prognozy, ot większość z tych ludzi z internetu i komputerów po prostu nie chce korzystać.