Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

9.12.2013
poniedziałek

Między Kominkiem a „chińskim murem”: Orliński o kondycji dziennikarstwa

9 grudnia 2013, poniedziałek,

Na stronie Tok.FM niezmienie pesymistyczny wywiad Krzysztofa Lepczyńskiego z Wojciechem Orlińskim o dziennikarstwie (momentami nie tylko). Podstawowa teza jest prosta, i już wcześniej przez Orlińskiego wyrażana: mamy tradycyjny model dziennikarstwa, który gwarantował jakość i pro-demokratyczność mediów; i mamy model sieciowy, w którym dziennikarstwo nie może się utrzymać finansowo, a w jego miejsce mamy różnej maści celebrytów, hejterów i koszmary.

Ogólna diagnoza Orlińskiego jest (niestety, dla nas wszystkich) prawdziwa. Choć prowadzi do jednego dziwnego wniosku – że XX-wieczny system reklamowy, finansujący czwartą władzę, był kluczowym mechanizmem wspierającym demokrację. To dziwna myśl. Orliński pisze też o „chińskim murze” rozdzielającym w mediach masowych interesy biznesowe i merytoryczną warstwę pracy gazety. Ale pozostaje zagadką, czemu media miały taki odruch wtedy, a dziś go nie mają (a odruch jest trudny do wytłumaczenia, bo z zasady jest on nieopłacalny ekonomicznie). A jest to o tyle ważne, że jeśli dobrze rozumiem tezę Orlińskiego, to brzmi ona tak: w XX wieku udało się zgrać model finansowania mediów z ich działalnością jako „czwartą władzą” („Jest model biznesowy, który uzasadnia to, że jakiś facet nie oddawał pięciu tekstów dziennie, tylko oddawał jeden na dwa tygodnie.”); w Sieci to się nie dzieje. Ale jeśli także w poprzednim modelu te najbardziej  potrzebne cechy mediów nie były de facto umocowane w logice biznesowej, stwały się możliwe dzięki „chińskiemu murowi” odgradzającemu właśnie logikę biznesową, to dlaczego nie da się tych cech odtworzyć także w rzeczywistości sieciowej?

To co mi nie pasuje w tekście Orlińskiego to biało-czarność przyjętej perspektywy. „Ale kim są twarze, które się wyłoniły z tego świata?” pyta sam siebie Orliński, i wymienia Kominka czy Segrittę. Ale zapomina już o Vagli, który wprawdzie nie zgadza się na nazywanie siebie dziennikarzem internetowym albo blogerem, ale tworzy wysokiej klasy treści, często o charakterze dziennikarskim, które jednocześnie trzymają poziom i „misję publiczną”. Takich przykłądów jest na pewno więcej, i jakiś think tank dziennikarski powinien je zmapować ku pokrzepieniu serc. Przychodzi mi do głowy jeszcze na przykład Emanuel Kulczycki, naukowiec który jest jednocześnie wysokiej klasy dziennikarzem (znów, sam siebie tak nie nazywa), piszącym o działaniu systemu nauki w Polsce. A w jeszcze mniejszej skali – ale jakże ważnej, bo lokalnej – działają „Technospołecznicy”, których badali Michał Danielewicz i Paweł Mazurek

Pewnie należałoby też wymienić Wikileaks (zastrzegając, że produkcja „surówki” informacyjnej to jeszcze nie prasa). Jakiś czas temu pisałem, że nie zgadzam się z Orlińskiego krytyczną oceną Wikileaks 0 i gdy czytam, że usilnie utajniane zapisy porozumienia Trans-Pacific Partnership wyciekły dzięki temu serwisowi, to podtrzymuję swoje zdanie.

*

Na stronie Nieman Journalism Lab czytałem ostatnio o holenderskim projekcie „De Correspondent”, serwisie informacyjnym który wystartował z finansowaniem na poziomie miliona Euro zebranym w crowdfundingu. Serwis („gazeta”? – Jay Rosen pisze o „dziennikarskim startupie”, co brzmi strasznie dziwnie) dostępny jest w modelu subskrypcyjnym, jak na razie 24 000 osób opłaca roczną subskrypcję na poziomie 60 Euro – co finansuje ponad dwudziesto-osobowy zespół. To oczywiście dużo mniejsza skala działania niż ta tradycyjnej gazety – ale też pozwalająca już coś zrobić. Okaże się też oczywiście z czasem, czy model finansowy tytułu zapewnia mu stabilność – na razie wygląda na to, że tak. „De Correspondent” to w ogóle budująca historia: marketing opiera wyłącznie na rekomendacjach subskrybentów, czytelników traktuje bardziej jak uczestników szerszego procesu wymiany informacji, nie stosuje żadnych technicznych zabezpieczeń tekstów – i zachęcają czytelników do dzielenia się.

I tego mi najbardziej w tekście Orlińskiego zabrakło – jakichkolwiek budujących przykładów.

Możliwe oczywiście, że z „De Correspondent” będzie jak z crowdfundingiem o którym pisałem przedwczoraj – nowe modele przyjmą się zagranicą, a u nas z różnych „strukturalnych” powodów – niekoniecznie. Ale GW w weekend doniosła, że TV Republika zebrała crowdfundingowo 4 miliony złotych.

*

W tym kontekście warto przyglądać się rozwojowi projektu Greenwalda i Omidyara – na stronie Nieman Journalism Lab przegląd tekstów związanych z kontrowersjami wokół działań Greenwalda z materiałami Snowdena.

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 12

Dodaj komentarz »
  1. Dlaczego chiński mur w sieci nie działa?

    Dwa proste wyjaśnienia:

    1. Reklama kontekstowa. Pokusa powiązania reklam bezpośrednio z treścią i potem przedstawienia ich jako „trafnych i przydatnych” jest zbyt silna.

    2. Big data. Można zbierać i przetwarzać dokładne dane (a nie tylko metadane) o czytelnikach i treści.

  2. @Ale zapomina już o Vagli, który wprawdzie nie zgadza się na nazywanie siebie dziennikarzem internetowym albo blogerem, ale tworzy wysokiej klasy treści, często o charakterze dziennikarskim, które jednocześnie trzymają poziom i ?misję publiczną?.

    Wydaje mi się, że największy problem z Vaglą jako „dziennikarzem obywatelskim” jest taki, że on nie umie pisać.

  3. Taka luźna koncepcja – czy to nie jest tak, że media internetowe jest na etapie rozwoju na jakim była prasa drukowana 100-200 lat temu?
    Na etapie zażartej konkurencji o każdego czytelnika (a nie konkretnej niszy), braku podziału na „opiniotwórcze” i „brukowe”.
    Po jakimś czasie zaczną się różnicować i dojdzie do rozdziału wielkonakładowych (wielkoklikowych?) brukowców i mniejszych, elitarnych, portali opiniotwórczych.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. hejter, to osoba używająca kilka mediów, często o sprzecznych poglądach, mający swoje zdanie, rożne od piszącego artykuł.
    Są znienawidzeni i cenzurowani przez manipulatorów (w Polityce tez ich sporo macie) głoszących, ze są wolnymi i niezależnymi redaktorami.
    Co jest oczywistym kłamstwem, bo oni są świetnie opłacanymi agitatorami/pracownikami mediów. Mediów, które nie napiszą źle o swoich właścicielach (np. GW jest w 22% w rekach OFE), czy o swoich reklamodawcach.
    Z drugiej strony jest coraz mniej chętnych do obierania ich bajerów w formie gazety,
    ale manipulacja przy użyciu najnowszych technik w TV trwa

  6. Zastanawiam się, czy sytuacja nie rozwinie się tak, że papierowa prasa przeznaczona będzie wyłącznie dla ludzi zamożnych. Tradycyjne gazety będą drogie, drukowane na wysokiej jakości papierze, z dodatkiem rozmaitych technicznych gadżetów (ruchome fotografie jak z „Harry?ego Pottera” itp.), prezentować wyłącznie punkt widzenia osób dobrze zarabiających i kupowane dla podkreślenia statusu materialnego. Natomiast dla pospólstwa będą serwisy internetowe.

    O tym można by napisać fajne opowiadanie. 🙂

  7. Ci, co ich nie będzie stać na gazetę, nie będą mieli prawa głosu i dylemat rozwiązany.

  8. Prasa nie przestanie istnieć, tylko będzie partyjna, co już de facto ma miejsce. Gazetki promocyjne hipermarketów też jakoś nie zniknęły.

  9. Niestety Internet nie sprzyja powstawaniu wartościowych treści. Wszystko rozmywa się przez obecność materiałów niskiej jakości. Dodatkowo ludzie wchodząc do Sieci nie skupiają się na jednej rzeczy.

  10. Gdyby Vagla był dziennikarzem, byłby akurat idealnym przykładem na brak chińskiego muru: jest lobbystą, doradcą, ekspertem w sprawach, które opisuje oraz sam (potencjalnie) sprzedaje reklamy przy swoich tekstach (z FAQ: „Serwis VaGla.pl Prawo i Internet prowadzony jest przez jedną osobę. Nie mam działu marketingu ani działu reklamy.”)

  11. Podane przykłady są równie ciekawe co marginalne. WO mówił o rynku dziennikarskim ogółem, a tutaj obraz jest bardziej pesymistyczny.

  12. Zgadzam się. Wyjątki mnie mogą być podstawą do rozmów o ogóle.

  13. Opinia P. Orlińskiego jest pesymistyczna. Z kolei Twoja chyba jednak przeważa w zupełnie drugą stronę. Ja myślę, że prawda leży pośrodku. Poza tym analizujecie dwa środowiska – Orliński wszystkich dziennikarzy, a jeśli chodzi o dziennikarstwo w ogóle w Polsce to widać upadek mediów i staczanie się do rynsztoku. Wszechobecna tabloidyzacja! Jedna jaskółka wiosny nie czyni.