Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

11.12.2013
środa

Od deinstytucjonalizacji praktyk do prywatyzacji wiedzy

11 grudnia 2013, środa,

W ostatnich miesiącach jestem zaangażowany w kilka projektów badawczych związanych z tym, skąd ludzie pozyskują i jak wykorzystują treści kultury – książki, filmy, muzykę. Jednym z impulsów dla prowadzenia tego typu badań jest niezgoda na to, jak uczestnictwo w kulturze bada GUS, koncentrujący się na praktykach zinstytucjonalizowanych, odbywających się za pośrednictwem takich instytucji jak kina, teatry czy filharmonie. Nie trzeba zajmować się tym tematem by mieć świadomość, że to tylko czubek góry lodowej (jaką część filmów, które widzieliście w ciągu ostatniego roku, obejrzeliście w kinie?). Problem w tym, że badania coraz częściej internetowych praktyk widzów, czytelników i słuchaczy też mają swoje ograniczenia. Nie tylko dlatego, że ogromna ich część odbywa się w obiegu nieformalnym. Także, a może przede wszystkim, ze względu na postępującą prywatyzację wiedzy.

Kłopot z badaniem internetowych działań powiązanych z tekstami kultury polega m.in. na tym, że użytkownicy nie zawsze rozumieją podsuwane im choćby w ankietach kategorie. Przykład: wspólnie z Alkiem (i nie tylko) bierzemy udział w międzynarodowym projekcie poświęconym ekologii dostępu do tekstów naukowych. Przeprowadziliśmy ankiety na kilku uczelniach, wśród pytań zadawanych studentom pojawiły się m.in. zestandaryzowane na poziomie międzynarodowym pytania o legalne i nielegalne źródła treści. Efekt: w obu kategoriach prominentne miejsce zajął serwis Chomikuj. To pierwszy z brzegu przykład, który pokazuje jednak, że tak naprawdę nie do końca wiemy, czy takie badanie traktować jako badanie praktyk, czy jako badanie świadomości prawnej, adekwatności przyjętych kategorii itp. Nie mam wątpliwości, że wciąż czegoś możemy się z takich ankiet dowiedzieć, ale mam też świadomość istnienia wydłużającej się listy znaków zapytania. Co z treściami kultury robią Polacy?

W „Obiegach kultury” próbując dostrzec to, co w badaniach zazwyczaj pomijane, sięgnęliśmy po kategorię ekonomii nieformalnej. Mając świadomość, że ten termin, ukuty pierwotnie na użytek np. handlu na bazarach, nie jest do badań internetu idealny, próbowałem go „zmiękczyć” wrzucając do raportu kolejną koślawą kategorię – e-formalności, sytuującej się gdzieś pomiędzy tym, co formalne i nieformalne. To paradoks, bo obieg treści w sieci – bez względu na to, czy pośrednikiem jest Amazon, czy Chomikuj, czy Rapidshare – jest rejestrowany z idealną precyzją. Równocześnie jednak ta wymiana jest jeszcze trudniejsza do obserwacji, niż transakcje nieformalne, bo działania pośredników nie są transparentne, nie ma możliwości zyskania dostępu do tych danych. To problem widoczny już teraz, ale za kilka lat może stać się naprawdę dramatyczny. Nie trzeba mieć wybujałej wyobraźni żeby przewidzieć sytuację, w której np. znaczącą część rynku książek będzie kontrolować Amazon. Ta firma nie udostępnia danych, więc w dużej mierze wiedza o klientach Amazona i ich działaniach wyparuje ze statystyk. Co z tym zrobić? Jak pogodzić komercyjny charakter tych przedsięwzięć z ich rolą dla kultury – a tym samym z potrzebą ich badania pod kątem polityki kulturalnej państwa? Czy taką prywatną wiedzę powinno się i czy można znacjonalizować? To naprawdę nie są błahe kwestie. Jeśli nie zaczniemy się nad nimi zastanawiać, problem będzie narastać. Zróżnicowanie kanałów dostępu do treści sprawiło, że badania użytkowników stały się trudne. Kłopot z tym, że skonfrontowanie ich wyników z danymi rynkowymi coraz częściej staje się po prostu niemożliwe.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. Julia zdejmij majtki
    W nowym blogu Polityki autor napisał płaczliwie o upadku kultury bo na spektaklu teatralnym Romea i Julii młodzież zaprezentowała takie hasło. Jako rozwiązanie zaproponował, żeby posyłać młodych ludzi z rodzicami bo to podniesie poziom. Mój komentarz, że to hasło pokazuje tylko, ile warte jest tradycyjne podejście do sztuki, został usunięty. A przecież każde głębsze zastanowienie pokazuje, że była to jedyna rozsądna reakcja. Czas Dulcynei i odreagowujących zahamowania trubadurów się skończył.
    Podobnie z czytaniem książek. Myślę tylko, że autor zbyt mocno ogranicza się do polskiego grajdołka. Bo na świecie mówi się szeroko o renesansie czytelnictwa, o nowych formach, a teatr z pasywnym odbiorem i bez czynnego wkładu widza to przeszłość. Podobno czytelnictwo wzrosło nawet o 30%. Rzekomy koniec epoki Gutenberga to mit.
    Główny argument oponentów to twierdzenie, że w czytniku nie można kartkować, czy słyszy się szelestu stron i nie czuje zapachu kleju i starego papieru. Ja zaś dodam, że nareszcie można czytać bez oślich uszu i tłustych plam. Tylko trzeba przemyć ekran. I oczy!