Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

24.02.2014
poniedziałek

W konflikcie telewizji z piratami gdzieś zagubili się widzowie

24 lutego 2014, poniedziałek,

W piątkowym DGP duży tekst Sylwii Czubkowskiej („Nowa fala piratów”) o pirackich serwisach streamingowych, i walce którą prowadzą z nimi stacje telewizyjne. Serwisy te, jak przekonuje Czubkowska, są obok  Chomikuj największym wyzwaniem dla posiadaczy praw – przede wszystkim, zdeklasowały torrenty i inne formy wymiany peer-to-peer.

W tekście brakuje mi jednego – uwzględnienia perspektywy użytkowników. Pojawiają się oni w tekście dosłownie na chwilę, na sam koniec, gdy Czubkowska zauważa, że Internauci bez kłopotu te serwisy znajdują, mimo zmian nazw, wyłączania niektórych, itd. A użytkownicy są o tyle istotni, że to oni utrzymują te serwisy – żyjące nie tylko z reklam, ale regularnych opłat. Weeb.tv ma na przykład według danych cytowanych przez Czubkowską ok. 100 tysięcy abonentów płacących miesięcznie 20 złotych. (Na marginesie – Czubkowska o tym nie pisze – jednym z powodów jest równoczesna świadomość użytkowników, że korzystanie z torrentów wiąże się z nielegalnym udostępnianiem treści; oraz poczucie – błędne – leganości oglądania treści w streamingu).
Można oczywiście patrzeć na to tak jak w tekcie – nieświadomi użytkownicy płacą bo nie wiedzą, że serwis działa nielegalnie; ceny kilkakrotnie niższe od np. stawek telewizji kablowej niszczą konkurencję. Ale patrząc z perspektywy odbiorców wygląda to zupełnie inaczej: jest zapotrzebowanie na dostęp online do treści, które w sposób legalny są dostępne tylko w sieciach telewizji kablowej (albo są dostępne online, ale w sposób rozczłonkowany, mniej wygodny, itd.). I rynek nie jest w stanie na ten popyt odpowiedzieć. Byłoby zupełnie inaczej, gdyby internauci nic nie płacili, wtedy bardziej uzasadniony byłby argument, że z piractwem za darmo nie da się konkurować. Ale okazuje się, że tak nie jest.
Czytając więc o kolejnych działaniach prewencyjnych prowadzonych przez telewizje – zgłaszaniu naruszeń do samych serwisów i firm je hostujących, starań o odcinanie źródeł finansowania przez pracę z serwisami płatności online, itd. – w pewnym momencie pojawia się pytanie, czemu nie pojawiają się w ogóle rozwiązania „pozytywne”, oparte na atrakcyjnej ofercie odpowiadającej na potrzeby użytkowników?  (Warto przypomnieć, że mamy już szereg badań dowodzących, że internauci są gotowi płacić, z tym że nie za dużo – nasze „Obiegi kultury”, ale też badania PISF).
Zdaję sobie sprawę, że być może taka oferta nie da się skonstruować, że tak niskie ceny kalkulują się jedynie podmiotom, które nie odprowadzają pieniędzy do posiadaczy praw. Ale podejrzewam, że sprawa nie jest aż tak prosta – bo przypomina mi się dyskusja z festiwalu filmowego w Gdyni, w czasie której okazało się, że nowatorskie rozwiązania są blokowane przez pat pomiędzy producentami, dystrybutorami i sieciami kinowymi.
*

Przy okazji:
Wspomniane w tekście Stowarzyszenie „SYGNAŁ”, zrzeszające telewizje i różnych „nadawców sygnału” oprotestowało nasze badanie „Tajni kulturalni” zarzucając m.in. „relatywizowanie negatywnych konsekwencji piractwa”. Badanie dotyczyło „niekomercyjnych”, indywidualnych pośredników i było dalekie od ich gloryfikowania (sprawdźcie sami). Wspominam o tym, bo to przykład na to, że w „wojna z piractwem” narzuca nam wszystkim czarno-białe myślenie. Rozmawianie o piractwie w kategoriach innych niż związanych z prawem karnym staje się praktycznie niemożliwe (do tego stopnia, że badacze są piętnowani jako biorący udział w przestępstwie). Tymczasem wykorzystywane na gigantyczną skalę serwisy (10 milionów widzów miesięcznie!) mają przemożny wpływ na nasze życie kulturowe. Ale nie ma jak o tym mówić, bo narusza się to czarno-białe widzenie sprawy. Rozwoju Kapitału Społecznego, prowadzona przez Ministerstwo Kultury, powinno jakoś tę nieformalne zjawiska adresować. Brzmi to absurdalnie, prawda? i w tym cały problem. Ministerstwo raczej tego nie zrobi, bo jednocześnie zarządza strategią przeciwdziałaniu naruszeniom prawa autorskiego? W tym kontekście chwaliłem już PISF za zdroworozsądkowe podejście do sprawy i traktowania obiegów nieformalnych jako elementu rynkowej układanki.
Czubkowska w swoim tekście porusza kwestię serwisów publikujących jedynie linki. Od dwóch tygodni to gorący temat wśród osób śledzących europejskie prawo autorskie – Trybunał Sprawiedliwości UE wydał wyrok w tak zwanej sprawie Svenssona (dotyczącej nie/legalności publikowania linków do artykułów prasowych, bez zgody posiadacza praw do tychże tekstów). Trybunał orzekł, że linkowanie nie stanowi tzw. „publicznego udostępnienia utworu” i nie jest naruszeniem praw autorskich. To dobra wiadomość. Ale komentatorzy wskazują, że uzasadnienie wyroku otwiera funkcję do traktowania linków jako formy eksploatacji utworu objętego prawem autorskim (tylko niekoniecznie stanowiącej naruszenie) – a to byłaby wiadomość bardzo zła, otwierające bowiem nowe pole niepewności co do możliwych naruszeń, odnoszące się do najbardziej podstawowej czynności online. (Nie znalazłem jeszcze przystępnego podsumowania sprawy. Vagla opublikował podsumowanie wyroku (zlinkowane do wcześniejszych jego tekstów na temat), Tomasz Targosz analizuje sprawę w szczegółach na Kluwer Copyright blog, warto też zajrzeć do 1709 Copyright BlogIP Kat)
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 4

Dodaj komentarz »
  1. Czyli Netflix i hbo go to też piraci?!

  2. Ktoś w końcu to zalegalizuje się skończy się łatka piratów. Prawdopodobnie będzie to wymieniony wyżej Netflix…

  3. Moim zdaniem Netflix nie ma nic wspólnego z piractwem. Powiem więcej wizja telewizji która oni zaczęli wprowadzać jest tożsama z moją wizją przyszłości. Kwestia kilku lat i Netflix wygra z rynkiem!

  4. Przyrównywanie piractwa jest błędnym założeniem. – Netflix może być traktowany jak kanał prywatnej telewizji, który serwuje nam ulubione seriale po uiszczeniu miesięcznego abonamentu, który wynosi tyle ile średni pakiet telewizji cyfrowej. To samo robi HBO i telewizja n dla swoich abonentów – w pełni legalne. – aktualizując IPLA również zmierza w tym kierunku, co przy wykorzystaniu istniejącej niszy rynkowej w Polsce powinno być trafną decyzją, pozostawiającą w tyle typowe wypożyczalne online i zaostrzy rywalizację pomiędzy IPLĄ, a produktami onetu (w tym player.pl)