Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

26.05.2014
poniedziałek

Jak (nie) dyskutować o crowdfundingu na imprezie techno

26 maja 2014, poniedziałek,

W sobotę Sławomir Czarnecki z IKM napisał na Twitterze:

ciekawy do analizy nieudany projekt crowdfundingowy https://t.co/hitAUPpbsL było duże wsparcie specjalistów pr i sm, a jednak się nie udało?

Sławomir Czarnecki (@widownia) May 24, 2014



Co zapoczątkowało krótką dyskusję (z moim udziałem) na temat crowdfundingu w trzecim sektorze, na przykładzie projektu Pandalajka – dobrze się zapowiadającej i dobrze przemyślanej platformy do zarządzania mediami społecznościowymi dla NGOsów. Zespół Pandalajka próbował sfinansować projekt w crowdfundingu i odniósł porażkę – udało się zebrać 10% z potrzebnych 30 tysięcy PLN.

Dyskusja na Twitterze dotyczyła tego, dlaczego Pandalajce crowdfunding się nie udał. Wziąłem w niej udział, bo mój kolega Rafał Woś (pozdrowienia, @RafalWos!) przekonywał mnie ostatnio, że Twitter nie służy tylko do publikowania odnośników z komentarzem (do czego używam Twittera), ale przede wszystkim jest miejscem rozmów i dyskusji. Czytałem wreszcie niedawno „Marketing narracyjny” Eryka Mistewicza, który przekonuje, że Twitter jest doskonałym medium budowania narracji, które przebijają się w szumie informacyjnym i, gdy uda się nawiązać dialog, budują nam zaangażowanie i zainteresowanie odbiorców.

Tyle teorii. Praktyka wygląda tak, że dyskutowanie na Twitterze przypomina próbę poważnej dyskusji w środku imprezy techno – gdy dyskutanci krzyczą sobie do ucha pojedyncze zdania, próbując przekrzyczeć basy.

„- Fajna ta Pandalajka!!!”

„Pewnie, szkoda że nie wyszło!!!!”

Ograniczenie wypowiedzi do 140 znaków samo w sobie czyni sytuację dość beznadziejną. Ale twittując, popadamy w pułapkę towarzyskości – im więcej osób wciągamy w dyskusję, wymieniając ich @aliasy, tym mniej miejsca nam zostaje na samą wiadomość. 4-5 osób w dyskusji oznacza, że z poziomu jednego zdania schodzimy do poziomu pojedynczych wyrazów.

Ostatecznie dyskusja na Twitterze pozostawia poczucie totalnego niedosytu. A zaletę ma jedną – toczy się bardzo szybko, bo dyskutanci znajdują czas na tweety w sytuacji, gdy raczej nie mają czasu napisać solidny post na bloga.

I tym samym dochodzę do momentu, w którym tęsknię za debatami w przestrzeni blogów, za wyśmianą przeze mnie wizją blogosfery jako domu Logosu. Bo z dyskusji na Twitterze nie wynikło zupełnie nic, poza najogólniejszym zmapowaniem poglądów, albo raczej nastrojów wobec porażki Pandalajki w finansowaniu crowdfundingowym.

*

Tymczasem wczoraj wieczorem w TVN24 Jarosław Kuźniar otworzył wieczór wyborczy, mając za sobą Tweetdecka wielkości ściany. Twitter okazał się preferowanym medium komunikacji online – co może zaskakiwać z punktu widzenia ogólnej dominacji Facebooka, ale nie dziwi, biorąc pod uwagę popularność Twittera wśród polityków i komentatorów. Niemniej myślę, że dla przeciętnego widza TVN24 był to szok – Kuźniar oswajał zresztą Twittera, nazywając np. hashtag „pokojem” do dyskusji. Jakby to był czat! W każdym razie mieliśmy więc wieczór wyborczy, w którym dziennikarz topowej stacji newsowej zaprosił nas wszystkich do dyskusji o eurowyborach w konwencji rozmowy na imprezie techno.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 6

Dodaj komentarz »
  1. Mam wrażenie, że w tej dyskusji, mimo limitu znaków, padło kilka sensownych tez. W tym sensie wyszło całkiem dobre mapowanie.

    Zgadzam się, że Twitter ma swoje słabości i byłoby koszmarem, gdyby stał się jedynym miejscem dyskusji.

    Podobnie te tezy domagają się rozwinięcia (i od tego mamy blogi, badania, pisma), bo tweety same w sobie są tylko błyskiem (często wizualizuje się dynamikę dyskusji twitterowych w ten sposób, że coś nam błyska, miga na mapie i w końcu gaśnie).

    W skrócie – na imprezie techno faktycznie trudno porozmawiać, ale już w klubie, kawiarni rozmawia się całkiem przyjemnie – chociaż to nie to samo co debata czy seminarium.

  2. Wiem, ze dla wielu osób 140 znaków na Twitterze to wada. Ale moim zdaniem to zaleta. Dlaczego? Bo to wymaga od użytkowników pisanie konkretnie, a nie rozwodzenie się nad czymś i rozchodzenie się na wiele wątków. To nie znaczy, że taka blogowa debata/ dyskusja nie jest potrzebna. Sam jestem blogerem i raczej nie z tych, co wrzucają fotki tylko piszą konkretne i czasami długie teksty. Czy dyskusja na temat owej apki była rozmową o niczym? Właśnie, że nie. A co do sposobu komunikacji dużej części ludzi na Twitterze, to cóż – to prawda. Podobnie jak na Facebooku ludzie wrzucają swoje samojebki, swoje dzieci etc., także środowisko Twittera ma pewne ułomności.

    A co do zrozumienia, czym jest Twitter, to odsyłam do mojego mini poradnika, który stworzyłem na bazie własnych doświadczeń. Mini poradnik w postaci wpisu na korpo blogu. Może nie jest krótko, ale na pewno na temat 🙂 http://omgpr.pl/10-zasad-ktore-pozwola-tobie-zrozumiec-twittera/

  3. Czy pisząc o „ogólnej dominacji facebooka” miał Pan na myśli Polskę czy świat? Bo jeśli chodzi o świat, to twitter prześciga facebooka w byciu „cool”. W bloku reklamowym w przerwie tegorocznego SuperBowl w USA w 53 reklamach facebook został wspomniany 5 razy, natomiast twitter bezpośrednio 4 natomiast pośrednio (poprzez hashtagi) 31 razy – wydaje mi się, że pomimo wprowadzenia hashtagów przez fb, kojarzą się one w dalszym ciągu z twitterem.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Oto dzialaja juz kolejne nowotwory jezykowe: crowdfunding, mapowanie, post na blogu. To jest 21-wieczna odmiana emigranckiego belkotu w stylu polskich wiesniakow, ktorzy w 1. polowie 20. wieku trafili do Chicago i padlo im na mowe.

  6. @Łukasz, skupiam się na polskim podwórku, ma ono swoją specyfikę.

    @q bardzo się dobrze w towarzystwie tych wieśniaków czuję :), choć wyobrażam sobię alternatywną Polskę, w której wzorem Francuzów mamy własne słowa na komputer i AIDS. zapewne nadal byśmy zapożyczali – tylko z francuskiego, ordynatory i SIDA, też pewnie byś q narzekał.

  7. Niestety Kuźniar to najwyraźniej jeden z tych redaktorów, którzy mają w miarę składnie gadać i ładnie wyglądać niż coś wiedzieć (ostatnio uderzyło mnie jego niezorientowanie w temacie Rosja – Ukraina, ale nie będę się rozpisywał na offtopa). Zgadzam się, że blogowanie jest chyba jedynym sposobem na prowadzenie merytorycznej dyskusji, bo niestety nawet w komentarzach pod postami panuje już z reguły zbyt duży bałagan. Nie mówiąc o komentowaniu na FB czy Twitterze. Tu widziałbym też rolę mediów uznanych za bardziej wiarygodne (czyli TV, radio), aby zacząć częściej cytować blogi, a nie „ćwierknięcia”.