Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

8.12.2014
poniedziałek

Zdekapitowane pokolenia. Tomasz Szlendak i Polacy, których nie ma na Facebooku

8 grudnia 2014, poniedziałek,

Tomasz Szlendak w wywiadzie z Joanną Podgórską powiedział niedawno, że nieposiadanie konta na Facebooku to tak, „jakby [ktoś] nie istniał”. Myślę, że to groźne uogólnienie, i do tego nieprawda.

(Tekst znalazłem w najnowszym numerze „Ja My Oni”, dodatku psychologicznego POLITYKI poświęconego komputerom i internetowi. W nim dobra porcja tekstów, w tym wywiad z Mirkiem, współautorem tego bloga).

Szlendak mówi tak:

Człowiek, który nie ma profilu na portalu, jest odpięty od swojego towarzystwa i szerszego środowiska. Trochę tak, jakby nie istniał. A ten, kto nie istnieje, nie jest o niczym informowany i w konsekwencji nie wie, co się dzieje.

Wyjątki widzi dwa: osoby, które intencjonalnie wypisały się z Facebooka (bo chcą coś zamanifestować i najpewniej mają „pięć innych kont na dotąd nierozpoznanych i niepopularnych portalach społecznościowych”), oraz osoby z klasy wyższej (które mogą sobie na to pozwolić, bo media społecznościowe, tak jak komórkę, obsługuje asystent).

A jak jest naprawdę? Jeśli nałożymy na siebie statystyki korzystania z FB przez Polaków (Wirtualne Media na bazie danych Social Bakers) oraz dane demograficzne z GUS-u, to okaże się, że z FB korzysta (z grubsza): 90 proc. osób w wieku 13-24, 60 proc. w wieku 25-34, 35 proc. w wieku 35-44, 13 proc. w wieku 45-54, 8 proc. w wieku 55-64 oraz 4 proc. osób powyżej 65. roku życia.

Miałbym kłopot z wypowiedzią Szlendaka nawet wtedy, gdyby zastrzegł, że prezentuje uogólniony punkt widzenia „cyfrowych tubylców” (35 lat to dla mnie umowna granica rozdzielająca „cyfrową” i „analogową” Polskę). Bo nawet wtedy jest to zbytnie uogólnienie – 10 proc. niekorzystających to dużo. Nie mówimy sobie, że „wszyscy Polacy co do jednego mają telewizor” – wręcz przeciwnie, medioznawcy z chęcią przyglądają się tym kilku procentom Polaków, którzy telewizora nie mają. Nie mówmy więc też, że „wszyscy młodzi są na Facebooku”. Podobnie razi mnie stwierdzenie, że:

Wyjście z domu bez smartfona jest dla 30-latka jak wyjście bez ręki. Dla 20-latka jest jak wyjście bez głowy, a dla gimnazjalisty jest jak wyjście bez siebie.

Brzmi świetnie, ale w takim razie połowa 20-latków jest skutecznie zdekapitowana. Według danych z raportu „Marketing mobilny w Polsce 2013-2014″ smartfona posiada 60 proc. osób w wieku 16-21, 50 proc. w wieku 22-30, 40 proc. w wieku 31-40, 18 proc. w wieku 41-50, 13 proc. osób w wieku 51-60 (a osoby starsze raport pominął, zapewne jako niereformowalną, pomijalną marketingowo konserwę!).

W czym leży problem? Po pierwsze, mówiąc w ten sposób, zapominamy o istotnych problemach społecznych i formach wykluczenia związanych z nowymi technologiami. Na Facebooku nie ma prawie 2/3 Polaków powyżej 13. roku życia. Wielu z nich nie może tam być, bo nie korzystają z internetu albo nawet nie mają komputera. Istnieje oczywiście wielka „Polska fejsbookowa”, ale nie potrafimy nawet precyzyjnie wskazać środowisk, w których faktycznie posiadanie FB jest normą (moim typem byliby wielkomiejscy dwudziestolatkowie). I nawet w ich wypadku „korzysta z FB” zapewne znaczy „skorzystał przynajmniej raz w miesiącu”, i skrywa całą gamę strategii korzystania dalekich od podejścia „Facebook to dla mnie powietrze i grawitacja w jednym”.

Drugi problem polega na tym, że tego rodzaju dyskurs sugeruje, że nie ma alternatywy (dla Facebooka, dla internetu itd.). Uczelnie muszą więc zdaniem Szlendaka korzystać z Facebooka, bo tylko tam „znajdą” swoich studentów. Wobec takiego podejścia można by wytoczyć całą armię zarzutów opartych na krytycznej analizie roli dużych, komercyjnych serwisów pośredniczących w naszej komunikacji.

Szlendak pisze o uczelniach, które jeśli nie komunikują się przez FB, to skutecznie nie docierają do swoich studentów. Tak zapewne jest. Ale chciałbym, żeby uczelnie, uznając ideę neutralności technologicznej, wysyłały komunikaty tak, by każdy student mógł je odebrać wybranym kanałem. Wystarczy mieć porządną stronę internetową „wypychającą” sygnały przez odpowiednio dużą kolekcję wtyczek. Ludzie preferujący maile, nawet jeśli przez kolegów są traktowani jako dziwacy, powinni mieć do tego prawo.

Dopiero gdy powiemy sobie wprost, że na FB nie ma wszystkich Polaków, możemy zadać naprawdę ciekawe pytanie: „Czy powinni tam być?”. Pytanie o tyle ma sens, że w przypadku samego internetu w miarę zgodnie odpowiadamy: tak. Część będzie to robić w sposób zapośredniczony, część w minimalnym stopniu – wypełniając jakieś zobowiązania, obywatelskie wymogi, ale traktujemy e-integrację niemal wszystkich Polaków jako wymóg cywilizacyjnego rozwoju. Wobec FB też warto zadać sobie to pytanie – bo dopiero wtedy możemy zrozumieć, że korzystanie z określonej technologii jest efektem społecznego konsensusu – a nie efektem działania praw natury czy dziejową koniecznością.

PS POLITYKA proponuje, by „Facebook” spolszczyć do „fejsbook”. Tłumaczenie znaczące, bo równocześnie robi z Facebooka przedmiot pospolity (jak elektroluks). Chyba jeszcze na to nie jestem gotowy.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 6

Dodaj komentarz »
  1. Ponieważ żyję sporo lat, to słyszałem już różne socjologiczne twierdzenia o sile uzależnienia, która ma nas prawie zabić (a co najmniej przyprawić o szaleństwo), gdy zniknie uzależniający czynnik. Doświadczenie życiowe wskazuje jednak, że adaptacyjność ludzkiego mózgu jest zdumiewająco duża i natychmiast znajdzie on czynniki zastępcze. „Uzależnienie” od Internetu (czy Facebooka) jest też fetyszyzowane poprzez wrzucanie do jednego worka gruntownie różnych postaw – od wygodnictwa (po co pamiętać skoro robi to Google….) aż po zachowania kompulsywne lub natręctwa (przeglądanie „łola”, i „lajkowanie” itp. co 10 minut). Skłonność do uzależnień nie jest prostą funkcją dostępności środków. A świat bez „fejbusia” istnieje. Dla wielu młodych to już passé.

  2. Face-book -> Fejs-book
    Tak jak: Inter-face -> Inter-fejs

  3. Facebooka nie było kiedyś. Jest teraz – z tego faktu niektórzy wyciągają wniosek, że będzie zawsze. Kiedyś go nie będzie. Zniknie, i to szybciej niż wyobraża sobie tzw. cyfrowa cześć społeczeństwa.
    A p. Szlendak deprecjonując pozostałych członków naszego społeczeństwa wykazuje swoją ignorancję.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. „Szlendak pisze o uczelniach, które jeśli nie komunikują się przez FB, to skutecznie nie docierają do swoich studentów. Tak zapewne jest. Ale chciałbym, żeby uczelnie, uznając ideę neutralności technologicznej, wysyłały komunikaty tak, by każdy student mógł je odebrać wybranym kanałem. ”

    Poniewaz ucze na uczelni amerykanskiej, to napisze jak tu jest

    Uczelnia nie kontaktuje sie ze studentem przez fejsbuka. Glownie ze wzgledu na paranoidalne wrecz traktowanei prywatnosci I ochrony informacji. Stopnie studenta sa tajne dla ogolu, podobnie jak jego miejsce zamiszkania I inne dane osobowe. Nie do pomyslenia jest aby na drzwiach wywiesic wyniki z kolokwium albo odczytywac je w klasie. Rodzice nie maja prawa dowiedziec sie o postepach w nauce pociechy – chyba ze pociecha zezwoli na to na pismie a pismo zlozy w odpowiednim biurze uczelnianym

    W tej sytuacji, biorac pod uwage raczej „lekkie” podejscie fejsbuka do prywatnosci, fejsbuk jest poza nawiasem

    Uczelnia ma kilka kanalow komunikacji ze studentami: dwie specjalizowane strony webowe dostepne tylko dla studentow I pracownikow (I to z dosyc skomplikowanym logowaniem) oraz studenckie konta e-majlowe na uniwersyteckich serwerach. Przy czym, nie sa to wymysly mojej uczelni, a w ogole. Pracowalem na dwoch innych; byly takei same obyczaje

    A jak idzie o media spolecznosciowe, to studenci (przynajmniej kierunkow nie humanistycznych) od fejsbuka wola profesjonalny serwis LinkedIn. Tam cyzeluja swoje resume zastanawiajac sie gdzie beda odbywac staz tego lata

    Artukul o ktorym wzmiankowano, to typowe wymysly kawiarnianych intelektualistow. Pamietam gdy w okresie wielkich zmian w Polsce tacy intelektualisci obsiadali kawiarniane stoliki deklarujac „cala Polska tak mysli” Oczywiscie, w zyciu nie byli dalej niz Mlawa

  6. Pamiętam czasy kiedy człowiek nie posiadajacy dżinsów czy ortalionu „nie liczył się w towarzystwie”. Podobnie myślą dzisiaj fani FB. Nic nowego pod słońcem.
    Używanie FB przez uczelnie to zwariowany pomysł.

  7. A.L.

    B.celnie.
    Jeden z „takich”,podczas stanu wojennego. ukrywał się nawet w kawiarni Czytelnika przy Wiejskiej.Odbierając hołdy maluczkich.Po publicznym oświadczeniu Urbana,że nic mu nie grozi ujawnił się przesiadując dalej tym samym stoliku.