Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

21.09.2015
poniedziałek

alektarkowski77

21 września 2015, poniedziałek,

Rozmawiałem ostatnio ze znajomą na temat adresów mailowych – o tym, że nie ma szansy na „elegancki adres mailowy” z samym imieniem i nazwiskiem, dostępne są tylko adresy z ciągiem cyferek na końcu. „Jestem za młoda, by mieć dobry adres mailowy”, powiedziała.

Od tego czasu zastanawiam się, czy adres mailowy jest na pewno wart uwagi. Ale wydaje mi się że tak – jako mała rzecz, poprzez którą można przyjrzeć się dużemu internetowi. E-mail jest dziś czymś powszechnym – wieszczy się oczywiście jego śmierć i utyskuje na przestarzały charakter tego protokołu i kanały komunikacji – ale moim zdaniem maile będą miały się dobrze. Niczym książki.

Jeśli tak jest, to dobry adres mailowy jest rzeczą niebanalną. A coraz więcej internautów takiego adresu nie będzie mieć. Sprawa ma  wymiar pokoleniowy, starsze pokolenia zabierają dobre adresy kolejnym. Są gdzieś ludzie, którzy mają na popularnych serwisach mailowych konta typu „piotr@”, a nie „piotr1234@” – i nie mają oni piętnastu lat.

Myślę, że adresy mailowe, niczym papierki lakmusowe stanu „cyberprzestrzeni”, pokazują, na jakich zasadach zbudowane jest społeczeństwo sieciowe. Punktem odniesienia mogą być numery identyfikacyjne – takie jak PESEL, typowe dla (post)industrialnych społeczeństw. W społeczeństwie z PESELEM każdy jest zidentyfikowany, każdy jest „tylko” ciągiem znaków, ale każdy też jest sobie równy. Adresy mailowe natomiast symbolizują jakąś formę sieciowej merytokracji – tylko zasługa w ich wypadku jest dość mizerna: byłem tu wcześniej.

Co w związku z tym? Chodzi mi po głowie kilka pomysłów.

Po pierwsze, gdyby e-mail był usługą publiczną, to zapewne gwarantowałby sprawiedliwsze adresy wszystkim użytkownikom. To drobny, ale dowód na to, że sieciowe usługi publiczne mogłyby bardziej „troszczyć się” o użytkowników.

Po drugie, dlaczego nie mamy systemu DNS dla adresów mailowych? Gdyby każde imię i nazwisko mapowało się na unikalny ciąg znaków, to same nazwy nie musiałyby być unikalne.

Po trzecie, i w związku z tym, tak działa np. Facebook, w przestrzeni którego nazwy kont osób mogą się dublować. Z tym że serwis nie próbuje tego problemu rozwiązać – tymczasem możliwość wyszukania i rozpoznania osób powinna być podstawową cechą serwisu społecznościowego, który jest społecznie wszechobecny.

Po czwarte, jak na dłoni widać fundamentalną przewagę posiadania własnych usług i serwerów, w duchu „domain of one’s own” lub Slow Web. Rozproszona usługa mailowa w naturalny sposób rozwiązywałaby problem „sprawiedliwej identyfikacji”. We własnej domenie każdy może mieć mail imię@ (choć problem przerzuciłby się na poziom nazwisk, gdyby tylko własny hosting przestał być niszą.

Co – wracając do kwestii mailowej jako papierka lakmusowego – jest być może najlepszym dowodem na wyższość otwartego, zdecentralizowanego społeczeństwa.

PS Tymczasem w „Guardianie” Jewgienij Morozow przygląda się Uberowi i widzi w jego modelu zatrudnienia zwiastun całkowitego upadku państwa socjalnego.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop