Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

21.12.2015
poniedziałek

Polskie partie ciągle analogowe

21 grudnia 2015, poniedziałek,

Podczas poprzedniej kampanii wyborczej do Sejmu uderzyło mnie, że Ruch Palikota nie miał żadnych postulatów związanych ze światem cyfrowym. Ten brak wydawał mi się znaczący i świadczył o niecyfrowości całej polskiej sceny politycznej. Cztery lata później historia się powtarza.

W 2011 roku Ruch Palikota był partią, która starała się zmienić czy rozszerzyć ramy myślenia politycznego: opowiadała się za legalizacją marihuany, z jej ramienia po raz pierwszy posłanką została osoba transseksualna. Ale zabrakło postulatów dotyczących choćby uregulowania kwestii kopiowania treści w internecie.

Rok później protesty przeciw porozumieniu ACTA udowodniły, że postulaty związane z regulacją internetu mają polityczne znaczenie. Jeszcze dziś politycy i lobbyści widzą widmo „anty-ACTA”. I faktycznie, gdy 3 miliony Europejczyków podpisuje się pod listem sprzeciwu wobec porozumienia TTIP, to jednym z wątków są ponownie kwestie własności intelektualnej.

Wydawałoby się więc, że w Polsce „post-ACTA” tematyka cyfrowa będzie choć trochę dla polityków atrakcyjna. I nie wnikam, czy będą to postulaty sensowne czy kompletnie populistyczne – tak jak wiele innych postulatów wyborczych.

Tymczasem w październikowych wyborach żadna z partii nie formułowała obietnic związanych ze światem cyfrowym. Nikt nie mówił o legalizacji nieformalnej wymiany treściami w Sieci czy o powszechnym dostępie do internetu. Nie mówiono też o e-administracji czy wprowadzeniu (wreszcie) solidnych e-usług potrzebnych obywatelom choćby w służbie zdrowia. To wszystko pomysły, które nadawałyby się na dobrze brzmiące postulaty wyborcze, gdyby nasza scena polityczna była „cyfrowa”.

Takich postulatów można by się też spodziewać po partii Razem. W Europie tego rodzaju postulaty były głoszone przez partie pirackie – tworzące sojusze z innymi partiami lewicowymi. Julia Reda, niemiecka europosłanka z Partii Piratów, należy w Europarlamencie do grupy Zielonych. Zdaję sobie sprawę, że regulacja internetu ma znaczenie drugorzędne wobec kluczowych dla tej partii kwestii – takich jak podatki, płaca minimalna czy mieszkalnictwo. Ale postulat dotyczący swobód online mógłby być elementem programu politycznego nowoczesnej lewicowej partii.

Brak jakichkolwiek kwestii cyfrowych w programie Razem potwierdza tezę, że jest to program dość tradycyjny. Zaskakuje to o tyle, że jeden z liderów partii był jednym z głównych organizatorów protestów przeciw ACTA.

Podobnie – wątki cyfrowe na zdrowy rozum powinny się znaleźć w programie Nowoczesnej. Tymczasem partia zaprezentowała wprawdzie w swoim programie zarys polityki kulturowej pod hasłem „Kreatywność – napęd rozwoju” – ale nie ma w nim mowy o wykorzystaniu technologii cyfrowych. Jest tylko jeden konkretny postulat – ten może zaskakiwać: prowadzenie wyborów przez internet. Trudno to traktować jako kluczowe zadanie, szczególnie że dla wielu ekspertów jest to pomysł kontrowersyjny.

Kwestie cyfrowe są dużo bardziej obecne w programie Platformy Obywatelskiej – choć trudno uznać, by cyfryzacja była traktowana jako jakikolwiek „lewar” rozwojowy. Program skupia się na rozwoju e-administracji: e-usługach, e-referendach, głosowaniu przez internet. Ale miejscami można odnieść wrażenie dużej wybiórczości: dostęp do szerokopasmowego internetu pojawia się tylko w odniesieniu do bibliotek; szkolenia dotyczą jedynie seniorów.

W „Strategii zmiany” partii Kukiz’15 jest tylko jeden cyfrowy postulat – publikacji w internecie wszystkich orzeczeń sądu.

(Programu PSL nie udało mi się znaleźć online. Podobnie jak programu partii Korwin).

Najobszerniejszy i najciekawszy pod tym względem okazuje się program PiS. Wprawdzie wątki cyfrowe nadal są traktowane raczej wybiórczo, ale pojawia się np. kwestia walki z wykluczeniem cyfrowym oraz koncepcja wykorzystania internetu do udostępniania zasobów dziedzictwa. Łącznie z progresywnym postulatem udostępnienia bezpłatnie przez internet archiwów mediów publicznych. Nowoczesne technologie są też wymieniane – choć ogólnie – w części dotyczącej gospodarki.

Warto jeszcze wspomnieć o Piotrze Waglowskim, który startując na niezależnego senatora w Warszawie, oparł swój program na wizji regulacji świata cyfrowego. Obserwując kampanię Vagli, miałem wrażenie, że jego „cyfrowe” postulaty – na przykład ten dotyczący ochrony i wspierania domeny publicznej – w ogóle nie trafiają do wyborców. Vagla zrobił to, czego bym oczekiwał po wymienionych wcześniej partiach: sprawdził w praktyce, czy istnieje w Polsce „elektorat cyfrowy”. Podobny do tego, który w Niemczech, Szwecji czy Islandii wybiera w wyborach piratów, niemających żadnego programu politycznego poza kwestiami cyfrowymi. Wszystko wskazuje na to, że nawet w stolicy taki elektorat nie istnieje. Obstawiam, że 10 proc. uzyskane przez Vaglę to w dużej mierze głosy oddane na kandydata niezależnego, a nie cyfrowego.

Co z tego wszystkiego wynika? Moim celem nie jest prognozowanie ani działań rządu (a w szczególności nowego Ministerstwa Cyfryzacji), ani którejkolwiek z opozycyjnych partii (np. Nowoczesnej, której przedstawiciel przewodzi w Sejmie komisji cyfryzacji). Brak lub wybiórczość wątków cyfrowych traktuję przede wszystkim jako realistyczną ocenę znaczenia tego tematu dla elektoratów wszystkich partii – wygląda na to, że jest to temat dla wyborców nieistotny.

Ale to także dowód daleko posuniętej „niecyfrowości” partii i polityków. Nawet jeśli cyfryzacja jako taka nie jest dla nich atrakcyjna, to istnieje szereg mocnych wątków, na których partie mogłyby się skupić: modernizacja administracji publicznej w wersji „e-”, potencjał gospodarczy startupów czy „równościowe” wątki dotyczące dostępu do internetu lub swobody legalnego korzystania z treści online przez prywatne osoby.

Z powyższej analizy płyną dwa wątki. Po pierwsze, tematy cyfrowe mają szansę pozostać tematami neutralnymi politycznie (choć druga strona medalu jest taka, że z każdej strony sceny politycznej można się spodziewać pomysłów głupich lub nawet złych). Po drugie, kluczową rolę w definiowaniu zagadnień cyfrowych jako strategicznych dla Polski, a następnie we wskazywaniu sposobów realizacji tych celów, powinny odegrać środowiska eksperckie.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. Ciekawe obserwacje i refleksje, choć dotykają powierzchni zjawisk, co zresztą nie jest zarzutem, tylko opisem: artykuł dotyczy programów partii i ich stosunku do świata cyfrowego oraz cyfrowego społeczeństwa. Przypuszczam, że w tej warstwie jest poprawny i kompetentny. Ja w każdym razie nie zgłaszam tu żadnych zastrzeżeń.

    Co prawda, gdybym sam miał opisywać historię polityczną Polski ostatnich dziesięcioleci, nie traktowałbym partii jako jej sprawców, lecz czasem jako dekoracje, czasem narzędzia i oczywiście czasem jako podmioty, ale nie jedyne i nie zawsze. Ale to byłby inny artykuł i skoro sam go nie piszę, tym bardziej trudno z tego czynić zarzut komuś innemu. Ten aspekt więc tylko zaznaczam.

    Gdybym miał jednak się odnieść do wniosków, a to właśnie zamierzam, zauważyłbym, że w polskiej polityce – tak jak i w samej Polsce – nie ma dziś milionów młodych, które by tu zapewne właśnie robiły rewolucję i odsyłały na emeryturę pokolenie PZPRu, KORu, Solidarności, kolejnych wcieleń Unii i PC, a dzieci tego pokolenia marki Nowacki, Wipler oraz no name w najlepszym razie by tu pisały komuś referaty, nie zaś je wygłaszały.

    Nie ma w polskiej polityce, mniej więcej od lat 90-tych, żadnej nowej fali pokoleniowej. Gdy ona nadejdzie, a to się chyba musi stać, nie pozostanie po niej pewnie żadna z istniejących partii ani żaden z liderów. To po prostu jeszcze nie czas.

    Wnioski autora, że tematy cyfrowe są dziś niepolityczne i raczej eksperckie są pewnie słuszne, jeśli chodzi o planowanie kariery, w perspektywie kilku, góra kilkunastu lat, ale w perspektywie nieznacznie dłuższej mogą się okazać tak fałszywe, że aż z upodobaniem cytowane, jak wypowiedź Newcomba o niemożliwości lotu, pochodząca z roku wzniesienia się machiny braci Wright.

  2. Polskie partie to zamknięte kręgi starych pryków z komuny i styropianu. Coś takiego jak obywatele i dopływ nowych pokoleń w życiu politycznym nie istnieje. Jak już to ci politycy cofają się lub tkwią w 19 wieku.

    Te partie nie są nawet w stanie sporządzić w Excelu listy swoich członków i założyć systemów księgowych. Pewnie jeszcze łupią te informacje w kamieniu.

  3. Czytam Pana ciekawe uwagi kolejny raz i zadziwia mnie ogrom zainteresowania tematem. Mojego poprzednika zresztą też.
    Chyba jednak teza Pana nie odpowiada całkowicie rzeczywistości a raczej mówi coś o stanie czytelników. Czy nie jest tak, że średnia wieku blogerów Polityki sięga chyba 70 lat? Ja sam zauważyłem zresztą, że i moja akceptacja nowinek internetu zatrzymała i niezbyt mnie już interesują nowe funkcje wyszukiwarek czy telefonu. Nie mam nawet kota ani konta na Facebooku.
    Wydaje mi się jednak, że życie gospodarcze i polityczne w Polsce pomału się digitalizuje. Jeśli nawet polega to głównie na budowaniu marmurowych portali wejściowych w bankach i urzędach. Gdzieś przecież ten nadmiar pieniędzy, których wodospad spływa na Polską władzę trzeba ulokować (nie powiem spożytkować). Podobno dzięki temu niektóre urzędy stały się jednak znacznie bardziej uprzejme dla klientów. Choćby system CEPIK. Myślę jednak, że prawda jest dużo bardziej przejmująca: Codziennie na drogach i ulicach patrzą na mnie dziesiątki (może setki) kamer. Oglądają mnie z każdej strony a może i podsłuchują. Wszystko to wymaga nowoczesnych systemów rejestracji, archiwizacji a także później przeszukiwania baz danych. Nie ma na ten temat żadnych informacji, ale sama ilość kamer wskazuje, że informatyzacja w zakresie inwigilacji społeczeństwa jest wysoko zaawansowana. A udział w tym mają i partie i urzędy i służby jednakowo.
    Choć może się mylę sądząc po ocenie wykorzystywania tej wiedzy przez partie polityczne. O policji nie wspomnę. Jak to jest?