Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

15.10.2016
sobota

Kongres Kultury: instytucje, sieci, (platformy)

15 października 2016, sobota,

W ostatni weekend, w trakcie Kongresu Kultury, wziąłem udział w panelu dotyczącym kultury i technologii cyfrowych. Godzinę później odbyły się SIECI KULTURY, nasze wydarzenie satelitarne wypełniające „cyfrową lukę” w programie Kongresu.

Osoby, z którymi rozmawiałem na Kongresie, mówiły, że brakowało im wątków technologicznych w sesjach, w których wydawałyby się oczywiste (np. o kulturze dzieci). Z kolei na SIECIACH miałem momentami wrażenie, że staramy się mówić o wszystkim, tylko nie o technologiach.

Baner na recepcji Kongresu. Jeszcze do niego wrócę.

Baner na recepcji Kongresu. Jeszcze do niego wrócę.

Panel Kongresowy dotyczył przede wszystkim wykorzystania technologii w instytucjach kultury. A kluczowe pytanie brzmiało: jak wiele się zmieniło – np. od poprzedniego Kongresu?

Z jednej strony wygląda na to, że wiele. Noemi Gryczko opowiadała o bibliotekarkach, które dziś się sieciują w społeczności Labib, a kilka lat temu nie chciały i nie potrafiły pisać maili. Rozmawialiśmy o nowych ramach dla ponownego wykorzystania, których nie było w 2009 r. Przedstawiciele instytucji kultury chwalili się aplikacjami mobilnymi, drukarkami 3D czy medialabami. Ale też okazywało się, że kulą u nogi dla nowoczesnego działu w muzeum może być coś tak prozaicznego jak prawo przetargowe. Poza tym miałem wrażenie, że te wszystkie sukcesy dotyczą infrastruktury, a nie samej kultury cyfrowej, wypracowanej przez instytucje.

Także na poziomie kultury jest sporo pozytywnych historii, które możemy sobie opowiedzieć. Ja sam chwaliłem miejskie instytucje kultury pracujące z technologiami, takie jak IKM w Gdańsku czy Medialab Katowice – cieszę się, że te miasta nie dostały ESK, bo pewnie nie miałyby dzisiaj takich fajnych instytucji. Mirek Filiciak dorzuca w takich wypadkach historię o Muzeum Narodowym na Wawelu, które kiedyś zakazywało Wikipedystom fotografować krużganki, a dziś z nimi współpracuje. (Na pewno jest do wykonania lepsza praca odnośnie do pokazywania tego trendu kulturowego mainstreamowi – polecam na start teksty publikowane na stronie Otwarta kultura).

Jednak mam poczucie, że nie jest to historia, którą można uogólnić na sektor kultury. Noemi Gryczko opowiadała, jak wiele lokalnie zależy od lidera – w miejscach, gdzie jest taki lider, kultura cyfrowa śmiga. Dla mnie jest to obraz pesymistyczny – historia wyjątkowych osób, które swoim talentem łatają niedociągnięcia systemu. Brak bowiem ciągle silnych instytucji narzucających całemu systemowi nowe trendy – choć doceniam pracę wykonywaną przez instytucje będące centrami kompetencji, a szczególnie przez NINA.

Dobrym przykładem jest dla mnie kwestia ponownego wykorzystania. Mamy już ramy prawne, całkiem spory zasób zdigitalizowanych treści, częściowo dostępnych online, odbywają się hackatony kulturowe/kulturalne. Ale ciągle nie widać, żeby kluczowe instytucje wspierały wykorzystanie, a nie tylko przechowywanie lub udostępnianie. Papierkiem lakmusowym jest dla mnie licencjonowanie CC – gdyby instytucje chciały realnego re-use, to już by dawno licencje stosowały. Albo mówiąc inaczej, nie można być blisko kultury sieciowej (np. kultury remiksu), bojąc się wolnych licencji.

Co powstrzymuje dowolną polską organizację dziedzictwa przed zorganizowaniem konkursu takiego jak GIF IT UP – organizowanego przez amerykańską DPLA (taka jakby Polona) konkursu na najlepszego GIFa? W konkursie nie o GIF-y chodzi, lecz o jedno wielkie mrugnięcie okiem do ludzi sieci.

"Dissension", Tobias Rothe, CC BY, zwycięzca konkursu z 2015.

„Dissension”, Tobias Rothe, CC BY, zwycięzca konkursu z 2015.

Po Kongresie powstały rekomendacje, także dotyczące spraw cyfrowych, na których się niestety zawiodłem. To ogólniki, które są nieudaną próbą uproszczenia złożonej dyskusji. Wolałbym, żeby ich nie było. Gdybym miał sformułować własną rekomendację, to brzmiałaby ona tak:

W sektorze instytucji kultury musi powstać silny podmiot narzucający nowoczesną wizję kultury cyfrowej opartej na szerokim zaangażowaniu, wykorzystywaniu treści i twórczości – zamiast jedynie strategii digitalizacji zasobów i rozwoju infrastruktury.

Dlaczego taka instytucja jest potrzebna? Bo w dyskusji ludzie siedzący na sali w ogóle nie wspominali o instytucjach. Mówili o modelach współtworzenia, wspomaganych przez instytucje, oddolnym crowdfundingu czy odpowiedzialności firm informatycznych – tak jakby uczestniczyli w zupełnie innej dyskusji.

I bardzo dobrze, że tak się stało. Potwierdza to moją myśl sprzed kilku lat, że są jednak dwie odmienne kultury cyfrowe w Polsce (nazwałem je wtedy kulturą zimy i kulturą lata). Osadzone w świecie tradycyjnym instytucje ciągle pędzą (niektóre drepczą) ku cyfrowości – podczas gdy wielu obywateli, użytkowników tych instytucji, to osoby wychodzące od świata już cyfrowego, choć chętne budować mosty z tą drugą kulturą.

To, czego w dyskusji mi zabrakło, to jeszcze jednej kategorii aktorów kultury – platform internetowych. Proponowałem na nich skupić dyskusję (temat zapewne okazał się zbyt niszowy), bo uważam, że mają przemożny wpływ na nasze życie i kulturę. Zdjęcie na górze jest potwierdzeniem tej tezy. Przyjrzeliście się uważnie? Dla mnie wygląd tego banera jest równie niezrozumiały co szokujący. Ale jego przekaz jest dla mnie całkowicie jasny: żyjemy w cieniu sieciowych platform, obecnych, nawet jeśli ich nie zaprosimy. W minimalistycznej identyfikacji wizualnej Kongresu jest miejsce dla ikonek czterech platform społecznościowych. Pewnie jakieś przechodzące obok dzieci próbowały w nie kliknąć palcem.

Podsumowanie SIECI KULTURY będzie następnym razem. Chciałbym jeszcze wrócić do kwestii rekomendacji kongresowych, zwrot „Kongres ustalił” nie daje mi spokoju.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop