Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

2.11.2016
środa

Muzyka w streamingu: algorytm kontra subkultury

2 listopada 2016, środa,

Jake Beaumont-Nesbitt z International Music Managers Forum trochę mnie zaskoczył, komentując unijną reformę prawa autorskiego. Nie skupił się bowiem na piractwie czy pieniądzach. Prawdziwym problemem dla twórców muzyki, jego zdaniem, jest zanik różnorodności, spowodowaną algorytmami serwisów streamingowych.

Sztandarowym przykładem jest funkcja „Discover weekly”, oferowana automatycznie każdemu użytkownikowi Spotify. W każdy poniedziałek serwis rozdaje milionom użytkowników zindywidualizowane playlisty, oparte na ich wcześniejszych wyborach, analizie milionów innych użytkowników, i odrobinie algorytmicznych czarów. Jeśli korzystacie ze Spotify,  to dobrze wiecie, że „Discover weekly” działa rewelacyjnie. W czym więc leży problem? Choćby w tym, że użytkownik nie otrzymuje żadnego – umownego – pokrętła, z ustawieniami typu: „chcę coś dziwnego”, „zaskocz mnie”, albo „w tym tygodniu słucham reggae”. Jeden, ogólnoświatowy algorytm nie różni się w skutkach od sytuacji, gdy w telewizorze był tylko jeden kanał (a w radiu drugi).

Podobnie brzmią komentarze dotyczące ewentualnej zakupu SoundCloud, matecznika sieciowej alternatywy muzycznej, właśnie przez Spotify. DJ Skee, komentując dla Venture Beat, pisze:

„While many people love Spotify’s Discover playlist series, the one big downside is that it takes all the work out of finding new music. If you can just get a personalized playlist every day, there’s no need to go down rabbit holes to find new stuff and get outside your comfort zone.”

Jego zdaniem są dwa problemy z algorytmizowaną muzyką: po pierwsze, algorytm zastępuje ludzkich kuratorów, zdolnych oferować dużo bardziej autorskie miksy (tak, wiem, przyjdzie niedługo sztuczna inteligencja i sobie z tym poradzi); po drugie, algorytm rozleniwia ludzi (tu pojawia się psychologiczna zagadka – dlaczego tak jest? czy tresujemy się jak psy Pawłowa, na prostych przyjemnościach płynących ze słuchania naprawdę dobrze dobranej muzyki? czy Spotify naprawdę zna emocje i dusze swoich słuchaczy?).

Spotify to legalna oferta, która rozwiązuje problem piractwa. Widać jednak coraz bardziej, że uproszczona narracja walki z piractwem nie wystarczy, by zapewnić dobry ekosystem muzyki w cyfrowym świecie (dobry dla twórców, słuchaczy, oraz – w drugiej kolejności – najróżniejsze maści pośredników komercyjnych).

W europejskiej debacie o prawie autorskim Spotify jest podawane jako wzór przez przedstawicieli branży muzycznej, bowiem płaci proporcjonalnie więcej niż inne serwisy. Czy tak jest – do końca nie wiadomo, warto bowiem pamiętać o licznych głosach (np. tutaj), że serwisy streamingowe nie płacą dość, i nie płacą twórcom uczciwie. Głosy takie jak Jake Beaumont-Nesbitta czy DJ Skee interesują mnie, bo pokazują, że nie wystarczy dyskutować na poziomie „copyrightów”. Że polityki kulturalnej nie da się sprowadzić do polityki prawnoautorskiej (operującej zresztą często naiwną wizją skupioną na „interesie twórców”).

Potrzebujemy bardziej złożonych narzędzi pozwalających tak analizować jak i kształtować ekosystem kultury. W tym wypadku chodzi o ekosystem muzyczny, ale dotyczy to także różnych innych form medialnych – szczególnie tych, dla których konsumpcja zaczyna konsolidować się wokół wąskiej liczby platform sieciowych.

Trudno jednak wyobrazić sobie, jak moglibyśmy wpływać na serwisy takie jak Spotify. Myślenie w kategoriach „praw konsumenta” zawodzi – pozew wobec algorytmu? Choć na pewno pierwszym krokiem powinna być większa przejrzystość danych zbieranych przez serwis – Jeff Jarvis słusznie zauważa, że dostęp do danych zaczyna być ważniejszy nawet od zarabiania realnych pieniędzy (i radzi wydawcom prasy: przestańcie dyskutować o licencjach na prawa autorskie, negocjujcie z platformami sieciowymi licencje na dostęp do danych o użytkownikach.

Możliwe też, że zalgorytmizowany serwis streamingowy jest kolejną odsłoną mainstreamowej radiostacji, grającej jeden z kilkunastu zestandaryzowanych formatów. A na marginesach mainstreamu, ma się dobrze, jak zwykle, świat winyli i kaset, SoundClouda i Radiooooo.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Szanowny Panie
    Ma Pan nieziemskie problemy. Na ziemi to ja słucham radia w samochodzie. Jeśli już mi się uda ominąć radio Marysi to z reguły trafiam na wieczną listę bez Spotify i innych wynalazków. A na tej liście od 30 lat tylko Freddie Mercury i Queen bez końca. Czasem z Tiną Turner jako przerywnik australijskich bezdroży. Ostatnio w za krótkich kieckach i majtkami na wierzchu. To jeszcze o 10 lat starsze. A jeśli już ma być polskie to też z krótkiej listy z trzema pozycjami. Jakieś 25 lat temu to jeszcze było do zniesienia ale dzisiaj mam już tylko jedną prośbę: Czy może Pan coś na to poradzić? Może jakaś efektowna metoda zmiany kanału?
    P.S. Classic byłby rozwiązaniem ale ten wieczny pogrzebowy nastrój.

  2. Pani Vero, cały sęk w tym, że te nieziemskie sytuacje są dla całkiem sporej liczby osób całkiem codzienne. Fakt, wiele osób nadal „kręci korbką” by posłuchać radia. Równie wiele otrzymuje zalgorytmizowaną muzykę z internetu. Problemów z tym jest wiele, jeden choćby taki że ludzie od korbki i ludzie od algorytmu żyją w dwóch fundamentalnie innych kulturach. Ale jest też wiele podobieństw, w obu ostatecznie kultura masowa skupia się na wąskiej selekcji utworów, Freddie, Tina, Bajm i Budka.