Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

11.02.2018
niedziela

World building: technologie nie dzieją się w pustce

11 lutego 2018, niedziela,

Sokół Millenium z gwiezdnych wojen, przeciskający się między asteroidami, które w rzeczywistości są oddalone od siebie o miliony kilometrów. Załoga statku kosmicznego Enterprise, rozmawiająca ze sobą przez komórki, w XXIV wieku. To przykłady, zdaniem Charliego Strossa, kompletnie zadniedbanego world building. W eseju „Why I barely read SF these days” Stross dowodzi, że przez to trudno nam zrozumieć, w jak dogłębny sposób technologia zmienia nas, nasze zachowania, relacje i motywacje. Zamiast złożonej sieci ludzi i technologii widzimy gadżety.

Na krytykę słabego world buildingu zasługuje nie tylko science fiction, ale też bieżące dyskusje o technologiach zmieniających Polskę dziś, w 2018 roku.

Zresztą wiele osób ma poczucie, że fantastyka pisze się dookoła nas – co świetnie wychwycił William Gibson, przenosząc swoje powieści do coraz nam bliższych czasów. Sam Stross z kolei wielokrotnie pisał o tym, jak musi poprawiać swoje powieści, dziejące się w niedalekiej przyszłości – bowiem rzeczywistość w międzyczasie przerosła jego wyobraźnię. 

Więc o co chodzi z world buildingiem, albo jego brakiem? W dobrze zbudowanym świecie science fiction ludzie mają zawody, rodziny i relacje. Promienie laserowe błyskają na ulicach, na których są też banki, a w nich kredyty mieszkańców. Na statkach kosmicznych się choruje, kocha i umiera. Za międzygwiezdnym systemem komunikacji stoi jakiś operator, być może o monopolistycznej pozycji rynkowej.

Dobrego world buildingu wymagają też historie, które opowiadamy sobie o najnowszych technologiach, wskakujących w społeczeństwo – jeszcze nie oswojonych, których kształt w dużej mierze zależy od tego, jak je sobie wyobrazimy, a potem jak osadzimy w instytucjach, na rynku, w naszym życiu prywatnym. Blockchain. Sztuczna inteligencja. Roboty. Wirtualna rzeczywistość. World building wymaga zrozumienia i opisania sieci połączeń, poprzez które technologie wpływają na nas – i poprzez które my mamy szansę na nie wpłynąć.

Nie widzę takiego podejścia na przykład w wielu dyskusjach o sztucznej inteligencji – w których technologia ta jest odmieniana przez wszystkie przypadki, ale skupiamy się na zadawaniu sobie takich pytań jak: czy będzie potężna? czy będzie wspaniała? czy będzie mądrzejsza od ludzi? Czy rodzi się Skynet?

Dzieje się tak z prostego powodu – uproszczone narracje są atrakcyjne. Są też relatywnie proste do tworzenia. W szczególności łatwo zignorować kontekst lokalny, przyglądając się doniesieniom z bardziej rozwiniętych miejsc. Dobrze pamiętam, jak wszystkie tytuły pisały o Twitterze, gdy nikt go w Polsce nie używał – ale Twitter był modny. Z kolei world building wymaga zrozumienia kontekstu lokalnego – a do tego potrzeba solidnych badań wpływu technologii.

Problem ten dotyczy w różnym stopniu rozmów o różnych technologiach. Najgorzej jest ze sztuczną inteligencją – może dlatego, że trudno ją uchwycić? Więc wydaje się odrealnioną mocą, odciętą od codziennego świata. Z kolei w przypadku blockchaina widzimy jedynie zysk płynący z kryptowalut, nie widząc innych zastosowań. Natomiast sprawa ma się nieźle z autonomicznymi pojazdami – wątek tracących pracę kierowców zazwyczaj się pojawia.

Jak więc zadbać o dobry world building?

W zeszłym roku brałem udział w konferencji „AI and Inclusion„, podczas której Nishant Shah z ArtEZ University zaproponował, by w temacie każdej dyskusji o sztucznej inteligencji znalazł się jeszcze drugi człon: AI i nierówności społeczne, AI i przyszłość pracy, AI i kontrola społeczna. Pozornie nieistotne „i” powoduje, że ze świata technologicznej space opery przechodzimy do świata poważnego, odpowiedzialnego world buildingu technologii.

To jest oczywiście trudne i niewdzięczne. Gdzie więc szukać takiego podejścia?

Przede wszystkim tam, gdzie powstają polityki publiczne regulacje i legislacja, czyli w sferze policy (świetnie o tym pisze Dan Hill w „Dark Matter and Trojan Horses„, gdzie opisuje dizajn strategiczny jako kształtowanie czarnej materii polityk, wyznaczających ramy działania systemów technologicznych).

Dużo do powiedzenia mają też projektanci, jeśli zamiast projektować gadżety będą o nich myśleć całościowo, i zajmować się projektowaniem całych systemów technologicznych.

Wreszcie ważną rolę może odegrać literatura, albo szerzej fikcja. Mój ulubiony przykład osadzenia najnowszych technologii w polskim tu-i-teraz to „God hates Poland” Michała R. Wiśniewskiego.

Stross na sam koniec porusza wątek alternatyw. Pisze, że jednym z wyzwań jest nie tylko opisanie przyszłych światów w całej ich złożoności, ale też wyobrażenie sobie innych przyszłości. Łatwiej jest opisać kosmiczną technologię, niż świat bez późnej fazy kapitalizmu, w której się znaleźliśmy. Ale to już world building zupełnie innego rodzaju – do design fictions jeszcze tu pewnie powrócę.

* * *

Dlaczego o tym piszę? Hasło world building bardzo mi pasuje do mówienia o społecznym wymiarze technologii. Pozwala też pokazywać tzw. policy making jako fascynującą walkę o kształt świata, a nie mozolne dłubanie w przepisach i procedurach legislacyjnych.

Niedawno w Dwutygodniku razem z Mirkiem Filiciakiem napisaliśmy tekst o odzyskiwaniu technologii sieciowych – kontynuując nasz projekt pozytywnego myślenia o technologiach. Redakcja Dwutygodnika ładnie zaproponowała, że bierzemy na warsztat „skromne utopie na miarę czasu wyczerpania.”

Wreszcie, ten wpis nie jest podparty pogłębioną analizą dyskursu publicznego o sztucznej inteligencji i innych technologiach. Jeśli znacie przykłady dobrego world buildingu, podeślijcie linki!

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop