Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

20.03.2018
wtorek

15 milionów komórek, cz. 2: wszystkie dane nasze są

20 marca 2018, wtorek,

Gdy w zeszłym tygodniu napisałem o 15 milionach Polaków obserwowanych przez ich komórki, większość uwag dotyczyło prywatności: „Nie jesteś punkcikiem podpisanym z imienia i nazwiska na jakiejś mapie marketingowej, niepotrzebnie się martwić”. Mnie jednak bardziej interesuje wielki zbiór danych o 15 milionach Polaków, razem wziętych, traktowany jako całość. Nurtuje mnie, co z tymi danymi można zrobić? Co to znaczy, że wszyscy je współtworzymy? I czy mogłyby stanowić dobro wspólne?

Do niedawna nasze kroki były tylko krokami. Dzisiaj idąc produkujemy równocześnie informacje o naszych krokach. Na poziomie indywidualnym fundamentalne pytania brzmią: czy mnie obserwujesz? i, co z moją prywatnością? Jednak na poziomie zbiorowym kluczowe pytanie jest inne: co możemy z tym zrobić? i, czy przysłuży się to naszemu dobru wspólnemu?

Fot. Selectivv Mobile House + Glitchy

Skoro mowa o dobru wspólnym, to warto też wspomnieć o umowie społecznej. To drugi wątek, który przewijał się w moich rozmowach. Biznes pracujący z danymi (czy są to marketerzy, czy dziennikarze korzystający z ich danych) podkreśla, że dane są zbierane za zgodą – pytanie tylko, na ile ta zgoda była świadoma? Czy formułka „czy wyrażasz zgodę na przekazywanie danych marketingowych stronom trzecim” pozwala się domyślić, że kilka lat później będziemy nadal obserwowani? Czy wiedząc o co naprawdę chodzi, 15 milionów Polaków wyraziłoby zgodę? I, co może najciekawsze, czy dałoby się to zaprojektować inaczej? Co by było, gdyby każdy z 70 000 uczestników Open’era, generujących dane dla raportu marketingowego, , dostał powiadomienie „dziękujemy, korzystamy z danych o Tobie!”? Albo gdyby marketingowcy musieli każdorazowo wysłać wiadomość: „dzień dobry, chcemy zapisać Pani położenie na potrzeby badań marketingowych, poprosimy o zgodę”. A co gdyby ostrzeżenia o potencjalnej utracie prywatności były równie mocne, jak te związane z papierosami?

Czy gdyby każdemu z 15 milionów Polaków, których to dotyczy, wytłumaczyć o co chodzi, to czy by wyrazili zgodę, czy nie? Na pewno duża część by zrezygnowała – pamiętajmy, ponad 30% Polaków świadomie wyłącza rekamy przeglądając sieć. Umowa, na której ten cały biznes się opiera jest więc jednak dość krucha.

Bo jedno z kluczowych pytań brzmi, dlaczego mam dla nich pracować? Może wolałbym swoimi danymi zasilić statystykę publiczną? Pomóc uregulować ruch miejski lub zebrać dane o spędzaniu wakacji przez Polaków.

Inna sprawa, że każdy podmiot chce mieć dzisiaj swój własny worek z danymi. W odpowiedzi na mój tekst dostałem zrzut ekranu z mobilną wersją strony „Polityki”, która prosi użytkownika o dostęp do danych geolokalizacyjnych.

Skoro wszyscy zbierają dane, to czy prywatne osoby też mają to robić? Czy czeka nas świat, w którym wszyscy jednostkowo jesteśmy zasobem generującym dane, zbierane przez różne podmioty? Czy też będziemy „prosumerami”, zdolnymi korzystać ze wspólnie generowanych danych? (Śmieszna sprawa, w przypadku treści walka się toczy o zwiększenie skali tworzenia – tu z kolei walka dotyczy możliwości korzystania).

Dzisiaj nowa warstwa danych jest zasobem kompletnie skomercjalizowanym. Można gniewać się na firmy, ale można też mieć zarzuty do instytucji publicznych, które pozostają krok (słoniowy) w tyle. Podczas gdy Selectivv publikuje raport z Open’era na podstawie geotrappingu, ktoś w GUS analizuje dane sprzed roku z ankiety „uczestnictwo Polaków w kulturze”, gdzie ankieterzy pytali: „Czy choć raz w roku był/a Pan/i na festiwalu muzycznym?” Już w „Obiegach kultury” pisaliśmy o anachronicznej statystyce publicznej jako barierze do zrozumienia dzisiejszego świata.

Oczywiście jest też czarny scenariusz – zdarzający się ostatnio całkiem często – w którym systemy marketingowe, systemy wywierania wpływu, zostają użyte w celach antydemokratycznych, by zdestabilizować porządek społeczny. Po angielsku opisuje to bardzo ładny, nie przetłumaczony niestety termin „weaponize”.

W przypadku danych osobowych i groźby naruszeń mojej prywatności, sprawa jest dla mnie oczywista – chciałbym być przed tym chroniony. Myśląc jednak w kategoriach nowego, zbiorowo wytwarzanego zasobu, sprawa nie jest dla mnie oczywista. Widze jej jasne, szare i czarne strony. Gdy słucham o militaryzacji danych, to pojawia się myśl, że może należałoby to wszystko wyłączyć. Ale przede wszystkim brakuje mi kreatywnych ćwiczeń z Big Data jako dobra wspólnego (jeśli je znacie – dajcie proszę znać).

*

A teraz kilka reakcji na komentarze, które otrzymałem:

Uwagi typu: „nie trzeba w tym uczestniczyć, można wyłączyć komórkę”, są mało konstruktywne. Problem z zarządzaniem danymi jako nowym zasobem jest zbiorowy, a telefony są z nami na dobre – wśród najmłodszych pokoleń korzytanie ze smartfona zbliża się do 100%.

Uraziłem dziennikarzy piszących o problemach z Big Data – choć starałem się jak mogłem ich nie urazić. Doceniam Waszą pracę. Ale nadal uważam, że redakcje publikujące krytyczne teksty (hasło „Masz smartfona? Jesteś produktem” jest mocne) powinny brać na siebie większą odpowiedzialność za edukowanie użytkowników i wypracowanie prospołecznych standardów. „Krucha umowa społeczna” wokół danych Was też dotyczy.

Usłyszałem też, że niesprawiedliwie wziąłem na celownik Selectivv. Faktycznie, to tylko jeden podmiot w ogromnej gęstwinie. Grający według reguł i znajdujący się w dodatku na końcu łańcucha, więc bezpośrednio nas nie obserwujący. Tak jak je pisałem, Selectivv mnie zainteresował, bo jest tym wycinkiem gęstwiny big data, który można dotknąć, zobaczyć. To ich „heat mapy” mnie urzekły.

A najbardziej zaskoczyły mnie komentarze w tonie: ekspert taki jak Ty nie powinien się tym dziwić, Google zbiera dane o nas od dawna. Uważam, że eksperci od technologii powinni dziwić się najbardziej z nas wszystkich, mocno i stale – bo to znak, że pozostają na „pełnej jazgotu krawędzi kultury”, na której dzieje się zmiana technologiczna. Najlepszy komentarz, jaki usłyszałem na temat 15 milionów komórekto: „no i co z tego”? Spytane szczerze. Spróbujmy na to pytanie razem odpowiedzieć.

*

Możliwe, że dlatego tak kochamy branżę kosmiczną, z jej lotami na orbitę, na księżyc, i na Marsa – bo żadne dane nie zostały skrzywdzone w procesie wystrzeliwania Starmana w pas asteroidów.

Warren Ellis od kilku tygodni wieszczy odrodzenie „republiki blogów”. „The Republic of` Newsletters and the College of Blogsare pro-reading, pro-thinking, pro- the independence of voices.” Polecam jego newsletter „Orbital Operations”.

Paul Ford ostro krytykuje Bitcoin i Blockchain, jednocześnie z nostalgią obserwując dokładnie to samo, co przeżył w okolicach 2000 roku, w erze dot-comów (i ich upadku).

Kubański el Paquete – 1TB danych krążący po kraju na dyskach i pendrive’ach.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop