Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości
RODO

25.05.2018
piątek

Powtórz 100 razy: RODO RODO RODO RODO RODO

25 maja 2018, piątek,

Dostałem maila z serwisu, którego nie używałem od dekady. Odezwali się w sprawie RODO, nowych przepisów dotyczących ochrony danych osobowych. Przeczytałem uważnie i z przyjemnością, bo podeszli do sprawy profesjonalnie. Potem przejrzałem kolejne kilkanaście maili w sprawie RODO: z banku, newsletterów, firm marketingowych, które gdzieś zassały moje dane i teraz liczą na to, że przypadkiem pozwolę im ich dalej używać. W końcu oczy zaczęły mi się kleić… Tymczasem RODO wchodzi w życie.

Być może przyjdzie nam kiedyś świętować 25 maja jako europejski Dzień Indywidualnej Niepodległości i Prywatności. Na razie jednak przepisy RODO wybiegają daleko przed zbiorową świadomość sprawy. Uczestniczymy w ogromnej zmianie prawnej, która teoretycznie ma pociągnąć za sobą zmianę społeczną. Czy to się uda? Świat skonstruowany przez przepisy RODO nie jest światem, w którym umiemy żyć. Poczucie znudzenia, gdy czytasz kolejny komunikat w sprawie RODO, jest tego dowodem.

Wymiar społeczny RODO jest jednym ze słabszych ogniw tej wielkiej prywatnościowej rewolucji. Uczestniczę w niej na żywo i mam rosnące poczucie, że przygotowując w amoku regulaminy i klauzule, prawnicy po macoszemu potraktowali sprawy ludzkie. Mówiąc wprost: firmy być może wdrożą przepisy, ale czy ludzie przyswoją sobie te wartości? Po którym komunikacie RODO zaczniesz klikać bez czytania lub nawet kasować bez otwierania? (Na odtrutkę polecam politykę prywatności Writers HQ).

Na czym problem polega? RODO faktycznie daje nam – obywatelom, użytkownikom – dużą kontrolę nad tym, co dzieje się z naszymi danymi. Między innymi: prawo do bycia informowanym, jak nasze dane są wykorzystywane, prawo wglądu w zebrane o nas dane, prawo do usunięcia danych, prawo do przeniesienia danych – niczym numeru telefonu między sieciami komórkowymi. Jeśli chcecie wiedzieć więcej, polecam świetną serię „RODO na tacy”, przygotowaną przez Panoptykon).

Nie wiemy jeszcze, na ile firmy przetwarzające nasze dane będą przestrzegać RODO. Należy się spodziewać, że będą naginać przepisy jak się da. Ale tym nie będę się tutaj zajmował. Interesuje mnie, na ile my sami nagniemy RODO, przede wszystkim dla własnej wygody. A naginanie będzie polegać na tym, że nie skorzystamy z możliwości, które daje nam RODO. Bo ochrona prywatności nie wydarzy się sama – wymaga od nas świadomości problemu, higieny pracy z danymi i buchalteryjnego podejścia, które jest nam obce.

Panoptykon proponuje myśleć o naszej relacji z firmami w kategoriach randek: jak szybko zdradzisz swoje tajemnice z dzieciństwa? Jak się poczujesz, jeśli ktoś na dzień dobry poprosi o Twoje zdjęcie nago? Fajna metafora i rzadki przykład odejścia od dominującej RODO-mowy. Rozwijając tę metaforę, większość ludzi udostępniających dzisiaj swoje dane nie tylko nie wie, jak się zabezpieczyć w trakcie stosunku, ale nie ma też w ogóle pojęcia, po co to robić. Mówimy o sytuacji, w której ktoś opowiada nam o zagrożeniach, ale hasła takie jak choroba weneryczna czy ciąża brzmią kompletnie abstrakcyjnie. Nie uczyli nas o tym w szkole, nikt ze znajomych nie przyznał się, że choruje. Masowe wycieki danych, z których nic nie wynika, to jak masowa epidemia, która ostatecznie była tylko przeziębieniem.

W materiałach Panoptykonu pojawia się – słusznie – niepokój, czy firmy będą przestrzegać przepisów. Odpowiednie instytucje, takie jak Urząd Ochrony Danych Osobowych i sądy, będą tego pilnować. Ten sam niepokój powinien dotyczyć drugiej strony tej cyfrowej randki: nas, użytkowników. Tu żaden urząd nas nie przypilnuje i, co gorsza, nikt nas za dobrze nie wyedukował, nie przekonał do sprawy, nie wsączył wartości do mleka matki.

Nie chodzi tylko o lepszą edukację (choć ta też by się przydała). Problem jest bardziej fundamentalny: RODO opiera się na wizji społeczeństwa i jednostki, która jest nam obca – wizji jednostek świadomie i rzetelnie zarządzających swoimi danymi osobowymi. Zadającymi sobie pytanie: kto mnie obserwuje, kto ma jakie dane o mnie, czy mi się to opłaca? Czy założyliście już notesik, w którym będziecie to wszystko zapisywać – tak samo jak notesik, w którym skrupulatnie wyliczacie wszystkie wydatki? Na pewno to robicie, szykując się na 25 maja, prawda?

Jednym z kluczowych założeń RODO jest zasada prezentowania informacji w sposób przystępny, a nawet przyjazny. Przyznam, że o ile przystępność rozumiem, o tyle przyjazny charakter tego procesu mi umyka. Twórcy RODO sugerują, że praca z danymi może być niczym jedzenie słodkiego ciastka – gdy w rzeczywistości jest raczej jak gryzienie suchego makaronu lub otrębów.

Narzuca się myśl, że na ratunek powinni nam przyjść projektanci. Gdzie są przyjazne portfele, pozwalające choć trochę ogarnąć wachlarz danych, które przekazaliśmy w różne miejsca? Gdzie przyjaźni asystenci, niczym spinacz z Microsoft Office doradzający, co robić? Potrzebujemy też copywriterów i poetów: gdzie są klauzule zabawne, piękne, porywające? Przesadzam oczywiście, ale przykład Creative Commons pokazuje, że da się stworzyć klarowny (także wizualnie) system komunikowania informacji prawnych.

Wierzę w ochronę prywatności jako jedną z fundamentalnych wartości zapewniających dobre życie. Wartości, która powinna kształtować przestrzeń cyfrową. Cieszę się, że w Europie mamy RODO. Ale cena, jaką jako społeczeństwo zapłacimy, wydaje się duża. Jeśli chcemy mieć prywatność, to musimy zostać buchalterami naszych danych. Inaczej przepisy okażą się martwą literą prawa, a internetowi danożercy powiedzą: a nie mówiliśmy?

Zmiana postaw jest oczywiście możliwa. Pozostając w sferze metafor związanych z higieną, może punktem odniesienia dla myślenia o RODO powinny być przemiany społeczne spowodowane przez epidemię AIDS. Pytanie, co musi się wydarzyć, żebyśmy się naprawdę przejęli danymi osobowymi? Przechodzimy obojętnie obok kolejnych wycieków danych, zachodzących na masową skalę. Realniejszy wydaje mi się alternatywny scenariusz, w którym o prywatność będzie naprawdę dbała radykalna mniejszość społeczna, traktowana jako subkultura. „Widzisz tego dziwnego chłopaka w kącie, w charakteryzacji mającej ogłupić kamerki. Wiesz, on jest z rodziny prywaciarzy„.

Na deser jeden z detalicznych przepisów RODO, który mnie zafascynował: jeśli chodzi o dane osobowe, dorosłość zaczyna się wcześnie, w wieku 16 lat. W tym wieku dzieci będą mogły samodzielnie decydować o przekazywaniu swoich danych firmom. Czyżby wzięto pod uwagę fakt, że dorosłość zaczyna się wcześnie, gdy w ręku masz komórkę?

Dostałem właśnie newsletter Artura Kurasińskiego, zatytułowany „RODO, SRODO!”. Artur poświęca sprawie 656 znaków i przeprasza za wiadomość. Coś się dzieje, życie społeczne nie zna próżni.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Wydaje mi się,że popełniono błąd logiczny.
    Logując się na portale ,których jestem bieżacym uzytkownikiem,pamiętajacym login i hasło,dostaję komunkaty RODO (GPDR).
    Jest multum IP oraz nrów tel ,o których nie mam pojęcia ,skąd mają moją identyfikację.
    Wiadomo o b.rozległym handlu danymi.
    Niezbędny był by indeks wytworzony z big big data zagarniajacych „IP zawinione i niezawinione.
    Któż by miał go wytworzyć ?
    Zukc + Brin + Bezos + Jobs nieboszczyk ?
    Hamuję się ,gdy spauperyzowany operator callcenter mnie nagabuję ale mam w dpie zalecenia Komisariatu.
    Nieeeporooozuuumieenie

  2. Szanowny Pan ie Tarkowski.
    Byliśmy wczoraj na cmentarzu i aż mnie zatkało. Miliony nazwisk i imion z podaniem wieku i adresu, a przynajmniej numeru kwatery. I wszystko bez haseł i bez zgody mieszkańców zgodnie z Rodo. Powinien Pan to natychmiast zgłosić żeby Pańska wspaniała ustawa nie doprowadziła do katastrofy medialnej w tym dziale gospodarki. Bo handel informacjami o użytkownikach trwa w najlepsze. Proponuję wprowadzenie obowiązku podania hasła przy wejściu i zakodowania nazwisk wszystkich mieszkańców cmentarzy. Bo do tego się owo RODO dla normalnych ludzi sprowadza.
    P.S. Niemcy rozpoczynają nowelizację ustawy bo uniemożliwia życie codzienne.
    Najlepszego