Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

8.06.2018
piątek

Debata otwierająca Gdynia Design Days: prosimy o więcej błędów

8 czerwca 2018, piątek,

O czym mogą rozmawiać literaturoznawczyni, krytyk sztuki, badaczka projektowania, dziennikarz zajmujący się technologiami (i były chemik), kulturoznawczyni zajmująca się naukami o życiu i socjolog? O błędach w otaczającym ich świecie. Błąd/error, będący motywem przewodnim 11. edycji Gdynia Design Days (i otwierającej festiwal dyskusji, w której uczestniczyłem), okazał się świetnym wytrychem do opisania technologicznego świata dookoła nas.

Błąd jest przeciwieństwem smart, który dla wielu osób i firm w branży nowych technologii jest Świętym Graalem. Nasze domy, samochody, sieć elektryczna mają być smart. Nikt nie chce, żeby nasze systemy były głupie, dumb. Ale czy chcemy, żeby zdarzały się w nich błędy?

Fot. Gdynia Design Days

Oczywiście, „mylić się jest rzeczą ludzką”. Ale też błąd jest czymś bardzo typowym dla technologii: błąd 404, niebieski ekran śmierci windowsów, ale też pierwsza ofiara autonomicznego pojazdu, który uznał człowieka za „niezidentyfikowany obiekt”.

Pytanie, czy nasze maszyny mają popełniać błędy, brzmi absurdalnie w kontekście błędu, który spowodował śmierć człowieka. Albo gdy myślimy o algorytmach, które lepiej niż ludzie diagnozują raka. Ale może są inne sytuacje, w których potrzebujemy błędów? Bo błędy to także przypadki, a od nich już bliska droga do przygody.

Często gdy jeżdżę z automatyczną nawigacją, to czuję, że jest coś niepokojącego w jej bezbłędności. Na przykład wtedy, gdy kieruje mnie na polną drogę, by ominąć korek – a drogą tą sunie już kawalkada samochodów, nakierowanych przez ten sam system. Drogą, którą normalnie przejeżdża tylko miejscowy traktor i raz na rok jakiś zagubiony, spanikowany kierowca (bez GPS-a).

Jedna z podstawowych linii krytyki wobec idei smart city stwierdza, że im „sprytniejsze” miasto, tym bardziej zidiociali, ubezwłasnowolnieni będą jego mieszkańcy. Tak jak kierowcy jadący po niebieskiej linii systemu nawigacji, wszyscy będziemy w mieście poruszać się po nitce do różnych kłębków wyznaczonych przez algorytmy – zamiast samemu działać. Błędy pozwalają wybić się z monotonii algorytmicznych decyzji: zjedź z trasy proponowanej przez GPS. Polub piosenkę, której nie znosisz. Daj dobrą ocenę kierowcy, nawet jeśli pojechał naokoło, zgubiwszy się w nowym mieście.

Venkatesh Rao w jednym z ostatnich newsletterów pisał o tym, że projekty rozwoju sztucznej inteligencji skupiają się na wytyczaniu bariery między maszynami a ludźmi: komputery mają stać się takie jak ludzie, a potem nawet lepsze. Klasycznym przykładem jest maszynowe uczenie się gry w Go, obserwowane przez sektor technologiczny z równą ekscytacją, z którą reszta ludzkości ogląda mundial. To historia szybkiego udoskonalania się maszyny ponad poziom ludzki. Pytanie tylko, co w tym złego, że maszyny są od nas lepsze w Go? Może ludziom wolno popełniać błędy i grać gorzej – tak jak gorzej biegamy od samochodów? (Tu oczywiście pojawia się wątek współpracy ludzi i maszyn, ale to temat na osobny post). A maszyny, zdaniem Rao, powinny skupić się na robieniu dobrze tego, czego ludzie nie potrafią i nie chcą robić.

Na dyskusji w ramach GDD mówiłem o tym, że z punktu widzenia mojej kariery jako eksperta od technologii błędem jest niechęć, jaką czasem do niej czuję na przekór mainstreamowym zachowaniom. Mam konto na Facebooku, ale zaglądam tam rzadko. To błąd wobec wizji bycia always on, w pełni zanurzonym w serwisach społecznościowych, apkach, telefonach. Ale ten błąd daje też dystans wobec technologii – a to najwięcej, na co nas stać, bo raczej ich już nie wyłączymy.

Na marginesie: smart po polsku to sprytne, nie inteligentne. A więc sprytne miasto, a nie inteligentne – także sztuczna inteligencja, a nie sztuczny spryt. Warto to rozróżniać.

*

Polski rząd szykuje strategię rozwoju sztucznej inteligencji. Najwyższa pora. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Pamiętajmy o czynniku ludzkim, edukacji i wymiarze społecznym. I zaprojektujmy jakieś lepsze grafiki, zanim stockowe zdjęcia humanistycznych robotów zrobią nam w mózgach jeden wielki error.

*

Sztuczne inteligencje będą jeść wióry, jeśli prawo autorskie zablokuje dostęp do danych i treści. A my będziemy płakać, jeśli sztuczna inteligencja zacznie filtrować i cenzurować nasze treści w serwisach społecznościowych. Pora działać.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. Kiedy czytam „Gdynia Design Days” to już wiem na pewno, że tam, gdzie to kretowisko tam będzie mój bank. Sure! Bo San Francisco to już tylko śmiech i kpiny. Ale kretowisko to ho ho ho…
    Gdybym tylko nie pamiętał podobnej maniery z roku 1999 (nie można się było dogadać ani zrozumieć z tego nadmiaru nowoczesnego kretowiska). Tuż przed totalną klęską w 2000.