Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

28.02.2020
piątek

Pięć szortów (słowniczek sztucznej kultury, cz. 5)

28 lutego 2020, piątek,

Zbliża się marzec, więc pora nadgonić zaległości w słowniczku sztucznej kultury – dziś więc będą szorty: climate fiction / cancel culture / optymizm / ruchy pracownicze w sektorze IT oraz (jeden) hiperlink. Dużo terminów angielskojęzycznych – które przypominają, że notorycznie nie nadążamy z opisem rzeczywistości.

Ilustracja: Joanna Tarkowska

C jak Cli-fi, czyli climate fiction. Jakiś czas temu nieskutecznie szukałem przykładów polskiej cli-fi, fikcji uczulającej na zmianę klimatyczną. Uruchomienie wyobraźni jest niezbędne, by poradzić sobie z radykalną zmianą – tak technologiczną, jak i klimatyczną. Fikcja pozwala wyjść poza banalne ekstrema: hurraoptymizm i hiperpesymizm. Na chłodno, czytając jedynie analizy i raporty rządowe, nie zrozumiemy świata i nie uporządkujemy go.

Moje ulubione cli-fi to „New York 2140” Kima Stanleya Robinsona. W 2140 roku Nowy Jork jest w dużej mierze pod wodą, na blockchainie działają bieda-waluty kooperatyw mieszkaniowych, a sztucznej inteligencji praktycznie nie ma (z wyjątkiem inteligentnego asystenta pewnego sterowca).

Jak będzie wyglądać Warszawa 2140? Nie wiem. Ale mamy wreszcie polskie cli-fi: Agronautów 2050.

C jak cancel culture / kultura przekreślenia. Pamiętacie jeszcze historię o sześciu uściskach dłoni, dzielącego każdego nas od Kevina Bacona? Swego czasu ludzie od internetu ciągle opowiadali sobie tę historię. Oswajaliśmy się z jej pomocą ze stanem hiperpołączenia, za który w dużej mierze odpowiada sieć. Dziś coraz częściej podkreślamy, że technologie sieciowe mogą też służyć odcięciu. Jak w skali makro, tak w skali mikro. Skoro rządy mogą odcinać całe połacie sieci, to my możemy wycinać się w mikroskali.

Kultura przekreślenia polega na świadomym odcinaniu kontaktów z osobami, które naruszają nasze normy lub po prostu mają inne poglądy. To przykład norm kulturowych podążających za funkcjonalnościami serwisów sieciowych – nim powstała „cancel culture” mieliśmy w różnych apkach funkcje „block” i „unfollow”. Okazuje się, że ludzie obcujący na stałe z tymi serwisami, wychowani na nich, internalizują te funkcje – żyją w kulturze, w której można kogoś „usunąć” ze swojego życia. Popularyzacja kultury przekreślenia to sygnał, że jesteśmy w momencie, w którym sieć z technologii łączącej może przekształcić się w technologię dzielącą. Rozsypującą nasze społeczeństwo i kulturę na miliony kawałków.

O jak optymizm. Zeitgeist mamy taki, że trudno nam pozytywnie myślec o technologii (podobnie jak o wielu innych sprawach). Burze mózgów i dyskusje niemal zawsze schodzą na pesymistyczne, krytyczne tory (chyba że jest się na meetupie startupowców). Tym bardziej potrzebujemy porcji optymizmu i nadziei: wiary, że sprawy mogą zmienić się na lepsze. Z optymizmem wiąże się rozwiązywanie problemów.

W Centrum Cyfrowym inspirujemy się ostatnio solution journalism: dziennikarstwem nastawionym na rozwiązywanie problemów. Z tego samego powodu lubię myśleć o dizajnie jako sposobie działania, którego nam więcej potrzeba – projektant stara się bowiem dobrym projektem rozwiązać jakiś problem – a nie tylko go znaleźć.

Dobry tekst o optymiźmie (i potrzebie utopii) napisał niedawno wspomniany powyżej Kim Stanley Robinson – który pisze, że „dystopia są dziś modne, są też przejawem lenistwa”. I niestrudzenie opisuje utopijne projekty naprawy świata z pomocą nauki. Dalej uwielbiam Williama Gibsona, ale coraz częściej myślę, że mniej znany Robinson jest równie dobrym patronem SpołTech.

R jak ruchy pracownicze (w sektorze IT). W 2019 roku raz za razem slyszeliśmy o moblizacji pracowników GAFA, największych korporacji sieciowych. Pojawiały się nawet sygnały o pierwszych próbach tworzenia związków zawodowych. Ich celem nie jest jednak ochrona praw pracowniczych – tylko walka o etyczny wymiar biznesów sieciowych. Najlepiej opisane historie dotyczą firmy Google – pierwsza duża sprawa dotyczyła walki pracowników z projektem Maven: przyjętym przez firmę zleceniem dla amerykańskiego Department of Defence. Historie z Google są ciekawe także dlatego, że przez lata firma krzewiła krytycznego ducha wśród Googlersów (Całą historię opisali niedawno dziennikarze New York Timesa).

Przez długi czas mówiło się, że platformy internetowe nie podlegają żadnej kontroli społecznej ani regulacji. Dziś coraz częściej mówi się o regulacji, ale podkreślając jej ograniczenia. Pisałem w zeszłym roku o tym, że uznanie serwisów takich jak Facebook za całkiem nowe byty społeczne jest konieczne, by zrozumieć jakimi alternatywnymi środkami je kształtować. Dlatego tak interesują mnie zbiorowe działania „talentu cyfrowego”. Wysokiej klasy specjaliści – będący kluczowym zasobem, którego potrzebuje każda firma IT – mają na tyle silną pozycję, że czasem mogą dyktować warunki pracodawcom. A czasem ponoszą sami straty – co dobrze pokazuje wspomniany tekst w New York Times.

Temat ruchów pracowniczych jest przykładem tematu do „polizania przez szybkę” – w Polsce takich protestów nie ma. Etyczne poglądy polskiego talentu cyfrowego pozostają zagadką. Czytając co chwila o wybitnych polskich informatykach zastanawiam się zawsze, czy myślą o problemach, jakie rodzą technologie? Czy biorą udział w protestach pracowniczych? Czy tylko dobrze wykonują swoją pracę?

H jak (jeden) hiperlink. Pod koniec roku Anil Dash opublikował esej o tym, że Instagram zabija sieć WWW, link za linkiem. Chodzi o sławne instagramowe „link in bio” – platforma pozwala użytkownikowi na umieszczenie pojedynczego linka, i to nie we wpisie, tylko w biogramie. Można więc dowoli oznaczać innych użytkowników Instagrama – ale chcąc zlinkować coś poza serwisem pozostaje tylko podanie go w „link in bio”. Instagram zabił otwartą sieć, jaką podarował nam Tim Berners-Lee.

Instagramowy „link in bio” to symbol zwycięstwa kodu nad prawem, normami społecznymi, itd. Dziś zasady korzystania z treści, linkowania, komunikowania się ze sobą są odgórnie określane przez właścicieli platform internetowych. Jeśli Instagram (można by powiedzieć: jeśli Mark Zuckerberg) chce, żebyśmy nie linkowali, to miliardy osób będą działać w świecie bez linków.

Ale paradoksalnie „link in bio” to też symbol minimalizmu sieciowego. Mam nieraz wrażenie, że linków jest tyle, że czytam jedynie zajawki, nawet nie otwierając linków. Nic nie przeciąża mojej uwagi tak, jak solidny newsletter, z pokaźną porcją linków: „100 najważniejszych tekstów z wczoraj, których jeszcze nie przeczytałeś” (to dobry moment, by polecić „The Syllabus”.

„Link in bio” jest radykalnym rozwiązaniem problemu natłoku informacji. Gdybyś mogła zlinkować do tylko jednej rzeczy, to co by to było?

Polecam wcześniejsze części tego słowniczka.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. Polskie młodzieżowe cli-fi istnieje przynajmniej od 2005. Warszawa przyszłości pojawia się na przykład w „Felix, Net i Nika oraz Teoretycznie Możliwa Katastrofa”, sequelu najnowszego nabytku listy lektur, gdzie odwiedzamy dwie wersje przyszłości: technokratyczną Warszawę 2060 i postapokaliptyczną Pustynię Mazowiecką 2110.

    Może to stąd młodzież jest bardziej wyczulona na ocieplenie klimatu?